piątek, 15 marca 2013

Prolog: If I could be with you tonight I would sing you to sleep


Grudzień 2013
Jest chłodny, grudniowy wieczór. Całkiem podobny do tego sprzed ponad roku. Blady księżyc wznoszący się ponad kronami drzew jest jedynym źródłem światła. Za dnia park emanuje wesołością, spragnieni ruchu na świeżym powietrzu ludzie zalewają jego alejki, niczym mrówki. Teraz kiedy jest grubo po dwudziestej drugiej miejsce to roztacza ponurą, wręcz przerażającą aurę, a po jednej z alejek pośpiesznym krokiem podąża tylko jeden młody człowiek, któremu ten klimat nigdy nie przeszkadzał. Zwłaszcza teraz kiedy rzeczywistość przytłacza go swoim ciężarem, nie zwraca uwagi na takie błahostki jak nastrój panujący w tym miejscu.
Nie chce wracać do swojego mieszkania. Tam wszystko jest przesiąknięte wspomnieniami, zapachem kobiety, która zmieniła jego życie. Wszystko przypomina mu o wspaniałych chwilach, które dane było mu przeżyć w ciągu ostatniego roku. Nie mógł tam być wiedząc, że to wszystko już nie wróci. Przysiada na ławce, zamyka oczy i wystawia twarz na rześkie, wieczorne powietrze. Mógłby tak długo siedzieć byle jak najbardziej przedłużyć powrót do domu. Jednak kiedy otwiera oczy wraca rzeczywistość, wracają też piękne, aczkolwiek bolesne wspomnienia.

Ten sam park, listopad 2012
Park zalany był ciemnościami, zasięg ulicznych latarni nie był wystarczający aby oświetlić jego alejki. Słaba widoczność powodowała, że Klara Spiller musiała podążać między drzewami niemal na oślep. Delikatne światło księżyca częściowo oświetlało jej drogę. Nie lubiła wracać tędy do domu, jednak była to najkrótsza z dróg, które mogła wybrać, a zależało jej na szybkim znalezieniu się w ciepłym łóżku. Miała na sobie tylko lekki płaszcz, który nie ogrzewał jej zanadto, krótka spódniczka z jej eleganckiego kostiumu odkrywała jej nogi, a cienkie rajstopy nie były w stanie powstrzymać mroźnego powietrza. Drżała z zimna, ale pospiesznie stawiała stopę za stopą, im szybciej znajdzie się w domu tym lepiej.
-Nieładnie szwendać się o tak późnej porze – usłyszała gdzieś w pobliżu męski, pogardliwy głos.
Puściła te słowa mimo uszu i nie patrząc nawet w stronę, z której dobiegał głos, szła dalej, jednak mężczyzna nie poprzestał tylko na takim „upomnieniu”. Zaczął podążać w jej stronę, wzbudzając w niej strach, lecz nie zatrzymała się.
-Mamusia cię nie nauczyła, że nie wolno się samej włóczyć po takich miejscach? - zaśmiał się szyderczo. Chwycił ją za włosy, które miała spięte w kitkę i pociągnął do tyłu. Ze strachu ugięły się pod nią kolana, powodując iż runęła na ziemię, w ostatniej chwili amortyzując upadek rękami. Mocno odepchnęła się od zimnego podłoża i zebrała w sobie wszystkie siły na ucieczkę, ale agresor ponownie chwycił ją za włosy i przyciągnął do siebie. Brutalnie odepchnął ją na konar drzewa i całym ciężarem swojego ciała uniemożliwił jej jakąkolwiek ucieczkę. Wierzgała się, szarpała, okładała go swoimi słabymi rękami – wszystko na nic. Zaczęła głośno wzywać pomocy w nadziei, że oprócz nich ktoś jeszcze jest w parku, ale za to oberwała w prawy policzek. Napastnik powoli zaczął motać się z jej płaszczem, a ona wiedziała, że już nic nie może zrobić. Przez chwilę pomyślała nawet, że wolałaby umrzeć niż przeżywać takie upokorzenie.

Gregor Schlierenzauer wepchnął ręce w kieszenie, a twarz schował głębiej w szaliku. Czy to możliwe, żeby w Austrii było niemal tak zimno jak w Norwegii, z której nie tak dawno wrócił?
Nie pierwszy raz wybrał się na wieczorny spacer. Wychodził kiedy tylko była na to okazja. O tej porze park zwykle świecił pustkami, dlatego zdziwił się kiedy usłyszał wrzaski kobiety. Nie mógł tego zignorować. Działo jej się coś złego, więc czym prędzej ruszył w stronę, z której dobiegały odgłosy. Wrzaski ucichły, ale znalazł się już na tyle blisko, że wyraźnie słyszał płaczliwe łkanie. Przedarł się przez powłokę drzew i w delikatnym świetle księżyca zobaczył agresywnego mężczyznę, który przyciskał swoim ciężarem do drzewa młodziutką dziewczynę.
-Nie chcesz się zabawić? Nie lubisz po ciemku? - śmiał się agresor. Gregor podszedł bliżej, wciąż pozostając niezauważonym. - Przecież wiem, że chcesz... widać. Aż się prosisz, żeby zrzucić z ciebie ten okropny płaszcz, ślicznotko.
-Aż się prosisz żeby dać ci w mordę, kretynie! - przemówił w końcu Gregor, zwracając na siebie uwagę.
Mężczyzna gwałtownie odskoczył, przerażony tym, iż ktoś przyłapał go na gorącym uczynku. Gregor nie czekając, aż napastnik ucieknie, znalazł w sobie nadludzką siłę, wziął mocny zamach i z zaciśniętej pięści uderzył go w twarz. Buzowała w nim adrenalina i złość na tego człowieka, który próbował zrobić krzywdę tej młodej dziewczynie. Jak można być aż takim obrzydliwcem? Klara wydała z siebie zduszony okrzyk, a mężczyzna, który chwilę wcześniej próbował ją zgwałcić, upadł porażony siłą z jaką Gregor zadał mu cios. Próbował podnieść się na nogi, ale Austriak nie dał mu żadnych szans. Kopnął go dwa razy w okolice brzucha i pochylił się, aby jeszcze raz zdzielić go po twarzy, ale mężczyzna zerwał się na równe nogi i po prostu uciekł, nawet go nie dotykając.
Odwrócił się w stronę drzewa, o które wciąż stała oparta Klara. Twarz miała zalaną łzami i na pierwszy rzut oka było widać, że strach paraliżuje jej ciało. Stała ciężko oddychając i wpatrując się z przerażeniem w swojego wybawcę, a z jej ust wydobywały się jedynie obłoczki pary.
-Nic ci nie jest? - spytał, podchodząc bliżej blondynki.
Potrząsnęła głową, jakby te słowa wyrwały ją z jakiegoś snu, po czym ponownie spojrzała na Gregora, tym razem zmuszając się do delikatnego uśmiechu.
-W porządku – odpowiedziała. - Dziękuję. Nie wiem co bym zrobiła gdyby... - nie dokończyła. Przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny, chłodny dreszcz na samą myśl o tym co mogło się stać, gdyby nie zjawił się Gregor.

___________________________________________

Takim oto słodko-gorzkim akcentem inauguruję nową historię. Sezon skoków powoli się kończy, ale mam nadzieję, że mimo to chętnie będziecie czytać te moje wypociny :) To miało wyglądać trochę inaczej, ale moja zakochana w Gregorze przyjaciółka zabroniła mi robić z niego prymitywnego chama. Moja jedyna przyjaciółka, muszę ją sobie szanować, a poza tym to chyba będzie lepsze :)