Grudzień
2013
Jest chłodny, grudniowy wieczór. Całkiem podobny do tego
sprzed ponad roku. Blady księżyc wznoszący się ponad kronami
drzew jest jedynym źródłem światła. Za dnia park emanuje
wesołością, spragnieni ruchu na świeżym powietrzu ludzie
zalewają jego alejki, niczym mrówki. Teraz kiedy jest grubo
po dwudziestej drugiej miejsce to roztacza ponurą, wręcz
przerażającą aurę, a po jednej z alejek pośpiesznym krokiem
podąża tylko jeden młody człowiek, któremu ten klimat
nigdy nie przeszkadzał. Zwłaszcza teraz kiedy rzeczywistość
przytłacza go swoim ciężarem, nie zwraca uwagi na takie błahostki
jak nastrój panujący w tym miejscu.
Nie chce wracać do swojego mieszkania. Tam wszystko jest
przesiąknięte wspomnieniami, zapachem kobiety, która
zmieniła jego życie. Wszystko przypomina mu o wspaniałych
chwilach, które dane było mu przeżyć w ciągu ostatniego
roku. Nie mógł tam być wiedząc, że to wszystko już nie
wróci. Przysiada na ławce, zamyka oczy i wystawia twarz na
rześkie, wieczorne powietrze. Mógłby tak długo siedzieć
byle jak najbardziej przedłużyć powrót do domu. Jednak
kiedy otwiera oczy wraca rzeczywistość, wracają też piękne,
aczkolwiek bolesne wspomnienia.
Ten sam park, listopad 2012
Park zalany był ciemnościami, zasięg ulicznych latarni nie był
wystarczający aby oświetlić jego alejki. Słaba widoczność
powodowała, że Klara Spiller musiała podążać między drzewami
niemal na oślep. Delikatne światło księżyca częściowo
oświetlało jej drogę. Nie lubiła wracać tędy do domu, jednak
była to najkrótsza z dróg, które mogła wybrać,
a zależało jej na szybkim znalezieniu się w ciepłym łóżku.
Miała na sobie tylko lekki płaszcz, który nie ogrzewał jej
zanadto, krótka spódniczka z jej eleganckiego kostiumu
odkrywała jej nogi, a cienkie rajstopy nie były w stanie
powstrzymać mroźnego powietrza. Drżała z zimna, ale pospiesznie
stawiała stopę za stopą, im szybciej znajdzie się w domu tym
lepiej.
-Nieładnie szwendać się o tak późnej porze – usłyszała
gdzieś w pobliżu męski, pogardliwy głos.
Puściła te słowa mimo uszu i nie patrząc nawet w stronę, z
której dobiegał głos, szła dalej, jednak mężczyzna nie
poprzestał tylko na takim „upomnieniu”. Zaczął podążać w
jej stronę, wzbudzając w niej strach, lecz nie zatrzymała się.
-Mamusia cię nie nauczyła, że nie wolno się samej włóczyć
po takich miejscach? - zaśmiał się szyderczo. Chwycił ją za
włosy, które miała spięte w kitkę i pociągnął do tyłu.
Ze strachu ugięły się pod nią kolana, powodując iż runęła na
ziemię, w ostatniej chwili amortyzując upadek rękami. Mocno
odepchnęła się od zimnego podłoża i zebrała w sobie wszystkie
siły na ucieczkę, ale agresor ponownie chwycił ją za włosy i
przyciągnął do siebie. Brutalnie odepchnął ją na konar drzewa i
całym ciężarem swojego ciała uniemożliwił jej jakąkolwiek
ucieczkę. Wierzgała się, szarpała, okładała go swoimi słabymi
rękami – wszystko na nic. Zaczęła głośno wzywać pomocy w
nadziei, że oprócz nich ktoś jeszcze jest w parku, ale za
to oberwała w prawy policzek. Napastnik powoli zaczął motać się
z jej płaszczem, a ona wiedziała, że już nic nie może zrobić.
Przez chwilę pomyślała nawet, że wolałaby umrzeć niż przeżywać
takie upokorzenie.
Gregor Schlierenzauer wepchnął ręce w kieszenie, a twarz schował
głębiej w szaliku. Czy to możliwe, żeby w Austrii było niemal
tak zimno jak w Norwegii, z której nie tak dawno wrócił?
Nie pierwszy raz wybrał się na wieczorny spacer. Wychodził kiedy
tylko była na to okazja. O tej porze park zwykle świecił pustkami,
dlatego zdziwił się kiedy usłyszał wrzaski kobiety. Nie mógł
tego zignorować. Działo jej się coś złego, więc czym prędzej
ruszył w stronę, z której dobiegały odgłosy. Wrzaski
ucichły, ale znalazł się już na tyle blisko, że wyraźnie
słyszał płaczliwe łkanie. Przedarł się przez powłokę drzew i
w delikatnym świetle księżyca zobaczył agresywnego mężczyznę,
który przyciskał swoim ciężarem do drzewa młodziutką
dziewczynę.
-Nie chcesz się zabawić? Nie lubisz po ciemku? - śmiał się
agresor. Gregor podszedł bliżej, wciąż pozostając niezauważonym.
- Przecież wiem, że chcesz... widać. Aż się prosisz, żeby
zrzucić z ciebie ten okropny płaszcz, ślicznotko.
-Aż się prosisz żeby dać ci w mordę, kretynie! - przemówił
w końcu Gregor, zwracając na siebie uwagę.
Mężczyzna gwałtownie odskoczył, przerażony tym, iż ktoś
przyłapał go na gorącym uczynku. Gregor nie czekając, aż
napastnik ucieknie, znalazł w sobie nadludzką siłę, wziął mocny
zamach i z zaciśniętej pięści uderzył go w twarz. Buzowała w
nim adrenalina i złość na tego człowieka, który próbował
zrobić krzywdę tej młodej dziewczynie. Jak można być aż takim
obrzydliwcem? Klara wydała z siebie zduszony okrzyk, a mężczyzna,
który chwilę wcześniej próbował ją zgwałcić,
upadł porażony siłą z jaką Gregor zadał mu cios. Próbował
podnieść się na nogi, ale Austriak nie dał mu żadnych szans.
Kopnął go dwa razy w okolice brzucha i pochylił się, aby jeszcze
raz zdzielić go po twarzy, ale mężczyzna zerwał się na równe
nogi i po prostu uciekł, nawet go nie dotykając.
Odwrócił się w stronę drzewa, o które wciąż stała
oparta Klara. Twarz miała zalaną łzami i na pierwszy rzut oka było
widać, że strach paraliżuje jej ciało. Stała ciężko oddychając
i wpatrując się z przerażeniem w swojego wybawcę, a z jej ust
wydobywały się jedynie obłoczki pary.
-Nic ci nie jest? - spytał, podchodząc bliżej blondynki.
Potrząsnęła głową, jakby te słowa wyrwały ją z jakiegoś snu,
po czym ponownie spojrzała na Gregora, tym razem zmuszając się do
delikatnego uśmiechu.
-W porządku – odpowiedziała. - Dziękuję. Nie wiem co bym
zrobiła gdyby... - nie dokończyła. Przez jej ciało przeszedł
nieprzyjemny, chłodny dreszcz na samą myśl o tym co mogło się
stać, gdyby nie zjawił się Gregor.
___________________________________________
Takim oto słodko-gorzkim akcentem inauguruję nową historię. Sezon skoków powoli się kończy, ale mam nadzieję, że mimo to chętnie będziecie czytać te moje wypociny :) To miało wyglądać trochę inaczej, ale moja zakochana w Gregorze przyjaciółka zabroniła mi robić z niego prymitywnego chama. Moja jedyna przyjaciółka, muszę ją sobie szanować, a poza tym to chyba będzie lepsze :)