sobota, 13 lipca 2013

Epilog: In loving memory of the one that was so true

 W końcu dobrnęłam i tutaj :) Mowa pożegnalna pod spodem, na razie zachęcam do przesłuchania piosenki, przy której ta historia powstała w mojej głowie, a która chyba nijak się ma do tego epilogu <klik>
_______________________

8 lat później

-Tatusiu! - mały, na oko pięcioletni chłopiec, który dotychczas grzecznie bawił się w ogródkowej piaskownicy, nagle podbiegł do pilnującego go ojca. - Złap mnie, złap mnie! - zgarbił, tak jak robią to skoczkowie narciarscy, przyjmując pozycję dojazdową i podniósł lekko głowę, aby mieć pewność, że jego tata jest gotowy. - Uwaga, skaczę! - zawołał, po czym wybił się obunóż i po chwili szybował podtrzymywany przez silne ramiona Gregora, śmiejąc się donośnie razem z nim.
-Nie mogę patrzeć kiedy mu tak robisz! - jego żona, a matka Simona, Laura wyszła do ogrodu, a jej niezadowolona mina mówiła, iż Gregor powinien bezzwłocznie postawić syna z powrotem na trawie.
-Tatuś też tak zaczynał! - oburzył się Simon, kiedy stał już na ziemi, tupiąc lekko małą nóżką. - Też chcę być skoczkiem narciarskim.
-Wszystko w swoim czasie – odparła kobieta, biorąc swojego syna w ramiona.
-A kiedy weźmiesz mnie ze sobą na skocznię, tato? - dopytywał mały, okręcając sobie wokół dłoni kosmyk włosów matki. Mina Laury znów zmieniła się w przerażony grymas, pokazujący jak bardzo ten pomysł jej się nie podoba.
-Wszystko w swoim czasie – powtórzył słowa żony, po czym dał jej delikatnego całusa w policzek i rozmierzwił krótkie włoski Simonka.
Nie sądził, że ktoś jeszcze będzie w stanie dać mu szczęście.
Wciąż pamięta dzień, w którym stracił Klarę i jak przez długi czas nie mógł przestać o niej myśleć. Dręczyło go uczucie samotności, którego wcześniej nie zaznał, bo Klara zawsze przy nim była, zawsze gdzieś na niego czekała. Długo nie mógł uwierzyć, że w ciągu jednej chwili stracili wszystkie swoje plany i to w tak banalny sposób. Szybko zrezygnował z mieszkania, w którym razem mieszkali. Źle było tam wracać, czując wciąż jej zapach, który jeszcze unosił się w powietrzu. Wiedząc, że jej już tam nie ma, że nie wróci. Długo walczył z dręczącym go uczuciem pustki, które uniemożliwiało mu normalne funkcjonowanie.
A kiedy wydawało mu się, że już dłużej tego nie zniesie pojawiła się Laura.
Laura, która pomogła mu się z tym wszystkim uporać, której jako jedynej udało się zwalczyć złe wspomnienia z przeszłości. Na nic nie nalegała, nie dawała mu żadnych psychologicznych rad. Po prostu przy nim była i pozwalała mu na jego słabości, które z czasem same gdzieś zniknęły.
Gregor nigdy nie mówił, że Laura zastąpiła mu Klarę. Uważał, iż były to dwie odrębne historie, których nie należy ze sobą porównywać. Jedna już się zakończyła się tragicznie, ale z biegiem czasu budziła w nim same pozytywne wspomnienia. Była to jego pierwsza, wielka miłość, której towarzyszyło przekonanie, iż życie trwa wiecznie i mogą spędzić je ze sobą.  Druga natomiast była już miłością dojrzalszą, bez wielkich młodzieńczych fantazji, aczkolwiek równie piękna i napawająca go nie mniejszym szczęściem. Czas wyleczył jego rany, ale nie wymazał Klary całkowicie z jego pamięci. Od czasu do czasu lubił zastanawiać się jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie doszło do tego wypadku. Czy byliby szczęśliwi? Co do tego nie miał wątpliwości. Byliby bardzo szczęśliwi, ale czy te szczęście byłoby większe niż to, które dała mu Laura? Tego już nie potrafił jednoznacznie stwierdzić. Laura dała mu jednak małego Simona, a swojego syna nie zamieniłby za nic innego na świecie. Tego był stuprocentowo pewien. Nie oddałby go nawet, gdyby to miało przywrócić życie jego dawnej ukochanej. Był szczęśliwy przy Laurze i starał się żyć teraźniejszością, a w przeszłość patrzeć tylko w pozytywnych barwach.

Osiem lat temu wydawało mu się, że nie zazna już prawdziwego szczęścia, a jednak był w wielkim błędzie. Zrozumiał, iż życie nie kończy się kiedy masz dwadzieścia cztery lata, a płynie dalej, przynosząc coraz to nowsze wydarzenia i znajomości. 

______

Nie sądziłam, że uda mi się doprowadzić to do końca. Wiem, że być może trochę za szybko dodałam ten epilog, ale nie mogłam dłużej tego ciągnąć. Odetchnęłam z ulgą kiedy postawiłam w nim ostatnią kropkę :) Dziękuję wszystkim osobom, które to czytały i były przy mnie kiedy miałam doła i chciałam skończyć z tym blogiem, które wytrwały nawet wtedy, kiedy rozdział nie pojawiał się przez ponad miesiąc. Nie będę nikogo wymieniać z osobna. Dziękuję Wam WSZYSTKIM, a każda z Was będzie wiedziała, że to do niej :)
Patrzę teraz na to opowiadanie i wydaje mi się, że wcale nie było tak najgorzej. Chyba trochę przesadzałam z tym marudzeniem. Owszem, nie było idealnie, nigdy nie jest, ale w blogosferze są gorsze historie, więc moja nie przyczynia się aż tak bardzo do jej zatruwania :) Pomysł trochę banalny, ale mam nadzieję, że na to przymkniecie oko ;) 
Cóż, nie ma tu żadnej wielkiej tragedii, choć z początku epilog miał przedstawiać Gregora przygnębionego i smutnego.  Stwierdziłam jednak, że lepiej będzie jak pokażę, że potrafił się pozbierać i ułożył sobie życie na nowo :) 
A teraz życzę jemu i jego rodzince długiego, szczęśliwego życia i żegnam się z nimi. Niech się sobą nacieszą, a my już w to nie ingerujmy :) 
Z Wami jeszcze się nie żegnam, a zapraszam na pozostałe blogi:

wtorek, 9 lipca 2013

Pięć: The last thing I see is you never coming home

 Czerwone cyferki zegarka elektrycznego, stojącego na mahoniowej szafce tuż obok telewizora, informowały Gregora, iż za dwadzieścia minut wybije północ.
Wosk ze świeczek, które zapalił ponad godzinę temu, zdążył się już stopić, zmniejszając ich wysokość blisko o połowę. Czerwone, zamszowe pudełeczko, które nerwowo obracał w rękach chyba też miało już dość czekania. Klara dawno powinna być już w domu. Przynajmniej pół godziny temu, miała odpowiedzieć na najważniejsze pytanie w zarówno jej życiu, jak i życiu Gregora, który miał je zadać.
W jego głowie myśli biły się ze sobą. Nie chciał nawet brać pod uwagę tego, że stało się coś złego. Może spotkała koleżankę, może teraz śmieje się perliście opowiadając jej jakiś śmieszny fakt z ich życia, a z tego wszystkiego straciła rachubę czasu... Tak próbował się uspokoić, ale jakiś podstępny, złośliwy głosik w jego głowie zdawał się szeptać: Zadzwoniłaby. Tak, ten podświadomy szept miał rację. Przecież Klara nie zwykła znikać, ani spóźniać się bez żadnego uprzedzenia. Zawsze była bardzo obowiązkowa i punktualna, a jeśli już nie było możliwości, aby dotrzymać ustalonego czasu, znajdowała sposób, aby o tym poinformować. A może rozładował jej się telefon? To też niemożliwe. Przecież widział jej telefon cały dzień podłączony do ładowarki, a tuż przed wyjściem Klara w pośpiechu zabierała go ze sobą, a ładowarka nadal leżała niedbale splątana obok gniazdka kontaktowego.
Dźwięk jego komórki, dochodzący z sąsiedniego pomieszczenia, był jak wiadro zimnej wody. Odłożył zamszowe pudełeczko na stolik i w mgnieniu oka znalazł się tuż obok dzwoniącego urządzenia. Serce podskoczyło mu do gardła kiedy na wyświetlaczu zamiast imienia ukochanej, ujrzał nieznany numer jej mamy. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył aparat do ucha. Kobieta nie czekając aż Gregor się odezwie zaczęła mówić tak chaotycznie, iż Schlierenzauer musiał wyłapywać pojedyncze słówka z jej wypowiedzi. To jednak wystarczyło by zrozumiał.
Klara.
Wypadek.
Przyjedź natychmiast.


Gregor prowadził swój samochód w tak szybkim tempie, że gdyby ruch o tej porze był trochę większy, na pewno sam spowodowałby wypadek. Nie o tym jednak myślał, kiedy coraz mocniej przyciskał stopą pedał gazu. Chciał jak najszybciej dotrzeć na miejsce wypadku.
Już z oddali dało się zauważyć migoczące światełka radiowozu i karetki. Z okolicznych domów powychodzili ciekawscy ludzie, których interesowało tylko to, aby następnego dnia znać jak najwięcej szczegółów, którymi można podzielić się w sąsiedzkich plotkach. Gregor ze złością odpychał każdą osobę, która stała na jego drodze.
Jeden z policjantów przesłuchiwał jakąś kobietę, która podobno widziała wszystko przez okno w swoim salonie. Ratownicy medyczni biegali z miejsca w miejsce, ale część z nich klękała na asfalcie i tam najprawdopodobniej była Klara. Schlierenzauer nie zwracając uwagi na odblaskowe taśmy rozwinięte wokół miejsca wypadku, szybko przedarł się w tamto miejsce. Niemal w tym samym momencie jeden z ratowników wstał ze swojego miejsca, pokazując mu widok, którego wolałby nie oglądać.
Leżała tam, w zakrwawionym śniegu. Wyglądała jakby spała i taką też Schlierenzauer miał nadzieję. Że jego ukochana śpi. Podszedł bliżej, wyrywając rękę z uścisku jednego z funkcjonariuszy, który chciał go stamtąd wyprowadzić. Podobnie jak lekarze ukląkł przy Klarze, jednak nie wiedział co ma zrobić aby ją uratować.
-Już za późno, proszę pana
Te słowa, wypowiedziane przez jednego z ratowników, przyzwyczajonego do przekazywania takich wiadomości ludziom, niczym najmocniejsze dział aprzeszyły jego serce, odbierając jakąkolwiek nadzieję, która jeszcze w nim żyła.
Już za późno.
To krótkie zdanie krążyło mu po głowie siejąc w niej totalne spustoszenie. Wszelkie dźwięki dochodzące z zewnątrz, docierały do niego jakby zagłuszone i niepełne. Gdzieś za jego plecami słyszał spazmatyczny płacz pani Spiller, która zapewne była pocieszana przez swojego męża, który z kolei, jako mężczyzna, pragnął zachować spokój i nie uzewnętrzniać tego co działo się w jego sercu. Schlierenzauer miał w głębokim poważaniu popularne powiedzenie, że mężczyźni nie płaczą i pozwolił sobie dać upust swojej rozpaczy. Po jego policzkach spłynęło kilka łez, które rozbiły się na chłodnej dłoni Klary, którą delikatnie gładził opuszkami swoich palców.
Nie czuł już tego kojącego ciepła jej obecności. Od jej ciała bił chłód spowodowany nie tylko tym, iż temperatura na zewnątrz była niska, owy chłód był tylko kolejnym gwoździem wbijającym się w jego serce, potwierdzający to, iż w tej młodej dziewczynie nie ma już życia.

_____________________
Ech... nie wiem co o tym myśleć. Nic nie czuję, no. Myślałam, że pisząc tą scenę będę płakać, albo chociaż czuć jakiś smutek, a tymczasem pustka... 
Ocenę pozostawiam Wam. 
Jeszcze tylko epilog.