sobota, 13 lipca 2013

Epilog: In loving memory of the one that was so true

 W końcu dobrnęłam i tutaj :) Mowa pożegnalna pod spodem, na razie zachęcam do przesłuchania piosenki, przy której ta historia powstała w mojej głowie, a która chyba nijak się ma do tego epilogu <klik>
_______________________

8 lat później

-Tatusiu! - mały, na oko pięcioletni chłopiec, który dotychczas grzecznie bawił się w ogródkowej piaskownicy, nagle podbiegł do pilnującego go ojca. - Złap mnie, złap mnie! - zgarbił, tak jak robią to skoczkowie narciarscy, przyjmując pozycję dojazdową i podniósł lekko głowę, aby mieć pewność, że jego tata jest gotowy. - Uwaga, skaczę! - zawołał, po czym wybił się obunóż i po chwili szybował podtrzymywany przez silne ramiona Gregora, śmiejąc się donośnie razem z nim.
-Nie mogę patrzeć kiedy mu tak robisz! - jego żona, a matka Simona, Laura wyszła do ogrodu, a jej niezadowolona mina mówiła, iż Gregor powinien bezzwłocznie postawić syna z powrotem na trawie.
-Tatuś też tak zaczynał! - oburzył się Simon, kiedy stał już na ziemi, tupiąc lekko małą nóżką. - Też chcę być skoczkiem narciarskim.
-Wszystko w swoim czasie – odparła kobieta, biorąc swojego syna w ramiona.
-A kiedy weźmiesz mnie ze sobą na skocznię, tato? - dopytywał mały, okręcając sobie wokół dłoni kosmyk włosów matki. Mina Laury znów zmieniła się w przerażony grymas, pokazujący jak bardzo ten pomysł jej się nie podoba.
-Wszystko w swoim czasie – powtórzył słowa żony, po czym dał jej delikatnego całusa w policzek i rozmierzwił krótkie włoski Simonka.
Nie sądził, że ktoś jeszcze będzie w stanie dać mu szczęście.
Wciąż pamięta dzień, w którym stracił Klarę i jak przez długi czas nie mógł przestać o niej myśleć. Dręczyło go uczucie samotności, którego wcześniej nie zaznał, bo Klara zawsze przy nim była, zawsze gdzieś na niego czekała. Długo nie mógł uwierzyć, że w ciągu jednej chwili stracili wszystkie swoje plany i to w tak banalny sposób. Szybko zrezygnował z mieszkania, w którym razem mieszkali. Źle było tam wracać, czując wciąż jej zapach, który jeszcze unosił się w powietrzu. Wiedząc, że jej już tam nie ma, że nie wróci. Długo walczył z dręczącym go uczuciem pustki, które uniemożliwiało mu normalne funkcjonowanie.
A kiedy wydawało mu się, że już dłużej tego nie zniesie pojawiła się Laura.
Laura, która pomogła mu się z tym wszystkim uporać, której jako jedynej udało się zwalczyć złe wspomnienia z przeszłości. Na nic nie nalegała, nie dawała mu żadnych psychologicznych rad. Po prostu przy nim była i pozwalała mu na jego słabości, które z czasem same gdzieś zniknęły.
Gregor nigdy nie mówił, że Laura zastąpiła mu Klarę. Uważał, iż były to dwie odrębne historie, których nie należy ze sobą porównywać. Jedna już się zakończyła się tragicznie, ale z biegiem czasu budziła w nim same pozytywne wspomnienia. Była to jego pierwsza, wielka miłość, której towarzyszyło przekonanie, iż życie trwa wiecznie i mogą spędzić je ze sobą.  Druga natomiast była już miłością dojrzalszą, bez wielkich młodzieńczych fantazji, aczkolwiek równie piękna i napawająca go nie mniejszym szczęściem. Czas wyleczył jego rany, ale nie wymazał Klary całkowicie z jego pamięci. Od czasu do czasu lubił zastanawiać się jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie doszło do tego wypadku. Czy byliby szczęśliwi? Co do tego nie miał wątpliwości. Byliby bardzo szczęśliwi, ale czy te szczęście byłoby większe niż to, które dała mu Laura? Tego już nie potrafił jednoznacznie stwierdzić. Laura dała mu jednak małego Simona, a swojego syna nie zamieniłby za nic innego na świecie. Tego był stuprocentowo pewien. Nie oddałby go nawet, gdyby to miało przywrócić życie jego dawnej ukochanej. Był szczęśliwy przy Laurze i starał się żyć teraźniejszością, a w przeszłość patrzeć tylko w pozytywnych barwach.

Osiem lat temu wydawało mu się, że nie zazna już prawdziwego szczęścia, a jednak był w wielkim błędzie. Zrozumiał, iż życie nie kończy się kiedy masz dwadzieścia cztery lata, a płynie dalej, przynosząc coraz to nowsze wydarzenia i znajomości. 

______

Nie sądziłam, że uda mi się doprowadzić to do końca. Wiem, że być może trochę za szybko dodałam ten epilog, ale nie mogłam dłużej tego ciągnąć. Odetchnęłam z ulgą kiedy postawiłam w nim ostatnią kropkę :) Dziękuję wszystkim osobom, które to czytały i były przy mnie kiedy miałam doła i chciałam skończyć z tym blogiem, które wytrwały nawet wtedy, kiedy rozdział nie pojawiał się przez ponad miesiąc. Nie będę nikogo wymieniać z osobna. Dziękuję Wam WSZYSTKIM, a każda z Was będzie wiedziała, że to do niej :)
Patrzę teraz na to opowiadanie i wydaje mi się, że wcale nie było tak najgorzej. Chyba trochę przesadzałam z tym marudzeniem. Owszem, nie było idealnie, nigdy nie jest, ale w blogosferze są gorsze historie, więc moja nie przyczynia się aż tak bardzo do jej zatruwania :) Pomysł trochę banalny, ale mam nadzieję, że na to przymkniecie oko ;) 
Cóż, nie ma tu żadnej wielkiej tragedii, choć z początku epilog miał przedstawiać Gregora przygnębionego i smutnego.  Stwierdziłam jednak, że lepiej będzie jak pokażę, że potrafił się pozbierać i ułożył sobie życie na nowo :) 
A teraz życzę jemu i jego rodzince długiego, szczęśliwego życia i żegnam się z nimi. Niech się sobą nacieszą, a my już w to nie ingerujmy :) 
Z Wami jeszcze się nie żegnam, a zapraszam na pozostałe blogi:

wtorek, 9 lipca 2013

Pięć: The last thing I see is you never coming home

 Czerwone cyferki zegarka elektrycznego, stojącego na mahoniowej szafce tuż obok telewizora, informowały Gregora, iż za dwadzieścia minut wybije północ.
Wosk ze świeczek, które zapalił ponad godzinę temu, zdążył się już stopić, zmniejszając ich wysokość blisko o połowę. Czerwone, zamszowe pudełeczko, które nerwowo obracał w rękach chyba też miało już dość czekania. Klara dawno powinna być już w domu. Przynajmniej pół godziny temu, miała odpowiedzieć na najważniejsze pytanie w zarówno jej życiu, jak i życiu Gregora, który miał je zadać.
W jego głowie myśli biły się ze sobą. Nie chciał nawet brać pod uwagę tego, że stało się coś złego. Może spotkała koleżankę, może teraz śmieje się perliście opowiadając jej jakiś śmieszny fakt z ich życia, a z tego wszystkiego straciła rachubę czasu... Tak próbował się uspokoić, ale jakiś podstępny, złośliwy głosik w jego głowie zdawał się szeptać: Zadzwoniłaby. Tak, ten podświadomy szept miał rację. Przecież Klara nie zwykła znikać, ani spóźniać się bez żadnego uprzedzenia. Zawsze była bardzo obowiązkowa i punktualna, a jeśli już nie było możliwości, aby dotrzymać ustalonego czasu, znajdowała sposób, aby o tym poinformować. A może rozładował jej się telefon? To też niemożliwe. Przecież widział jej telefon cały dzień podłączony do ładowarki, a tuż przed wyjściem Klara w pośpiechu zabierała go ze sobą, a ładowarka nadal leżała niedbale splątana obok gniazdka kontaktowego.
Dźwięk jego komórki, dochodzący z sąsiedniego pomieszczenia, był jak wiadro zimnej wody. Odłożył zamszowe pudełeczko na stolik i w mgnieniu oka znalazł się tuż obok dzwoniącego urządzenia. Serce podskoczyło mu do gardła kiedy na wyświetlaczu zamiast imienia ukochanej, ujrzał nieznany numer jej mamy. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył aparat do ucha. Kobieta nie czekając aż Gregor się odezwie zaczęła mówić tak chaotycznie, iż Schlierenzauer musiał wyłapywać pojedyncze słówka z jej wypowiedzi. To jednak wystarczyło by zrozumiał.
Klara.
Wypadek.
Przyjedź natychmiast.


Gregor prowadził swój samochód w tak szybkim tempie, że gdyby ruch o tej porze był trochę większy, na pewno sam spowodowałby wypadek. Nie o tym jednak myślał, kiedy coraz mocniej przyciskał stopą pedał gazu. Chciał jak najszybciej dotrzeć na miejsce wypadku.
Już z oddali dało się zauważyć migoczące światełka radiowozu i karetki. Z okolicznych domów powychodzili ciekawscy ludzie, których interesowało tylko to, aby następnego dnia znać jak najwięcej szczegółów, którymi można podzielić się w sąsiedzkich plotkach. Gregor ze złością odpychał każdą osobę, która stała na jego drodze.
Jeden z policjantów przesłuchiwał jakąś kobietę, która podobno widziała wszystko przez okno w swoim salonie. Ratownicy medyczni biegali z miejsca w miejsce, ale część z nich klękała na asfalcie i tam najprawdopodobniej była Klara. Schlierenzauer nie zwracając uwagi na odblaskowe taśmy rozwinięte wokół miejsca wypadku, szybko przedarł się w tamto miejsce. Niemal w tym samym momencie jeden z ratowników wstał ze swojego miejsca, pokazując mu widok, którego wolałby nie oglądać.
Leżała tam, w zakrwawionym śniegu. Wyglądała jakby spała i taką też Schlierenzauer miał nadzieję. Że jego ukochana śpi. Podszedł bliżej, wyrywając rękę z uścisku jednego z funkcjonariuszy, który chciał go stamtąd wyprowadzić. Podobnie jak lekarze ukląkł przy Klarze, jednak nie wiedział co ma zrobić aby ją uratować.
-Już za późno, proszę pana
Te słowa, wypowiedziane przez jednego z ratowników, przyzwyczajonego do przekazywania takich wiadomości ludziom, niczym najmocniejsze dział aprzeszyły jego serce, odbierając jakąkolwiek nadzieję, która jeszcze w nim żyła.
Już za późno.
To krótkie zdanie krążyło mu po głowie siejąc w niej totalne spustoszenie. Wszelkie dźwięki dochodzące z zewnątrz, docierały do niego jakby zagłuszone i niepełne. Gdzieś za jego plecami słyszał spazmatyczny płacz pani Spiller, która zapewne była pocieszana przez swojego męża, który z kolei, jako mężczyzna, pragnął zachować spokój i nie uzewnętrzniać tego co działo się w jego sercu. Schlierenzauer miał w głębokim poważaniu popularne powiedzenie, że mężczyźni nie płaczą i pozwolił sobie dać upust swojej rozpaczy. Po jego policzkach spłynęło kilka łez, które rozbiły się na chłodnej dłoni Klary, którą delikatnie gładził opuszkami swoich palców.
Nie czuł już tego kojącego ciepła jej obecności. Od jej ciała bił chłód spowodowany nie tylko tym, iż temperatura na zewnątrz była niska, owy chłód był tylko kolejnym gwoździem wbijającym się w jego serce, potwierdzający to, iż w tej młodej dziewczynie nie ma już życia.

_____________________
Ech... nie wiem co o tym myśleć. Nic nie czuję, no. Myślałam, że pisząc tą scenę będę płakać, albo chociaż czuć jakiś smutek, a tymczasem pustka... 
Ocenę pozostawiam Wam. 
Jeszcze tylko epilog.

czwartek, 27 czerwca 2013

Cztery: You can watch disaster without pain [...] It is somebody's problem, not your problem.

Jest tu ktoś jeszcze?
Wiem, że to za duży przeskok czasowy, że pomiędzy poprzednim rozdziałem, a tym powinien być przynajmniej jeszcze jeden, ale naprawdę nie mam siły tego dłużej ciągnąć, a nawet gdybym dała coś pomiędzy to byłoby takie bezsensowne słodzenie, które nic do tej historii nie wnosi. Został jeszcze jeden rozdział i epilog, w których nie ma takiego przeskoku. Przepraszam, wiem że trochę Was tym opowiadaniem zawiodłam, nie powinnam była się w ogóle za nie zabierać, nie wiem co mnie skusiło.

__________________________

Grudzień 2013

Nigdy nie czuła się tak szczęśliwa.
Czasami wydawało jej się, że to wszystko jest tylko pięknym snem, z którego za chwilę ma się obudzić, nie wierzyła, że to wszystko dzieje się naprawdę. Miała u boku wspaniałego mężczyznę, który zrobiłby dla niej wszystko, dla którego ona była w stanie poświęcić to samo. Miała mnóstwo wspaniałych planów na przyszłość. Chciała skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, założyć rodzinę... mimo swojego młodego wieku, często rozmawiali z Gregorem o wspólnej przyszłości, z którą wiązali wiele nadziei.
Nie wiedząc jak bezlitosny w swojej złośliwości potrafi być los.

Zdjęcia uśmiechniętej blondynki niemal w całości pokryły amarantową ścianę w salonie. Na niektórych fotografiach towarzyszył jej Gregor, który był autorem większości z tych zdjęć. Podziwiał właśnie swoje dzieła, kiedy do salonu wpadła zabiegana Klara.
-Cholera jasna! - mruknęła pod nosem. - Znowu się spóźnię! - szybkim ruchem chwyciła za telefon, podłączony do ładowarki, próbując jak najszybciej go odłączyć, jednak poplątane kabelki cały czas robiły jej na złość.
-Mogę cię podwieźć... - zaproponował Gregor, obejmując ją od tyłu.
-Nie mogę wszędzie jeździć samochodem – odparła, odrzucając ładowarkę z powrotem na stolik. - Jeszcze trochę i nie zmieszczę się w drzwiach – zaśmiała się i schowała telefon do przeznaczonej dla niego kieszeni w torebce.
Wyswobodziła się z objęć ukochanego po czym przelotnie pocałowała go w usta i zanim zamknęła za sobą drzwi zawołała:
-Zobaczymy się wieczorem!
Uśmiechnął się do niej, jednak ona już tego nie zobaczyła.
Trzask drzwi, oznajmił mu, iż ma sześć godzin na przygotowanie mieszkania. Myślał nad tym już od jakiegoś czasu, ale dla niej to miała być niespodzianka. Nie byle jaka niespodzianka, o której zapomni już w przyszłym tygodniu. Miała to pamiętać do końca życia.
Nie był jednak świadomy tego, że przebiegły los pokrzyżuje mu plany. W prawdopodobnie najbardziej okrutny z możliwych sposobów.

Klara szczerze nienawidziła swojej pracy. Podczas gdy poranna zmiana była jeszcze znośna, wieczorami nie mogła tu wytrzymać. Napaleni faceci, zamawiający kolejne piwa, czasem mocno nachalni, nie mogący się oprzeć jej urodzie. Obrzydliwe komplementy, których dzień w dzień wysłuchiwała, wychodziły jej już bokiem. Pub, w którym pracowała znajdował się w najgorszej z możliwych okolic, gdzie właściwie żaden mieszkaniec, nie mógł wytrzymać jednego dnia na trzeźwo. Miała już tego dość.
Wiedziała jednak, że nie może wiecznie żyć na żałosnym utrzymaniu Gregora i brać kolejnych pożyczek u rodziców. Musiała być niezależna.
-Jeszcze raz to samo! - rzucił jeden z siedzących przy barze mężczyzn. Był już lekko podpity, jednak dziewczyna starała się nie zwracać na to uwagi. Kiedy złocista ciecz, uwieńczona białą pianką, spływała do kufla, zerknęła jednym okiem na zegarek, który zdawał się chodzić wolniej niż powinien. Została jej jeszcze godzina pracy.
-Szybciej tam! - ponaglił ją zniecierpliwiony mężczyzna.
Klara była jednak przyzwyczajona do częstych zaczepek, dlatego nigdy na nie nie reagowała. Tylko by spróbowała. Ulubione powiedzenie jej szefowej to klient – nasz pan i gdyby Klara któregoś z nich obraziła, z miejsca straciłaby pracę i wróciła na swoje poprzednie źródło utrzymania, czyli rodziców oraz Gregora.
Postawiła kufel przed klientem, który nie omieszkał zerknąć w dekolt jej służbowej koszulki, który znów niesfornie zsunął się za nisko. Podciągnęła go i odeszła w bezpieczniejszą odległość, nie chcąc słuchać sprośnych komentarzy na swój temat. Już postanowiła.
Od jutra zaczyna szukać nowej pracy.

(tu by się przydała jakaś muzyka ja proponuję wam Matta Pokorę <klik>)

Oddychając z ulgą, zamknęła lokal. Jej pobyt w pracy nieco się przedłużył, gdyż znów musiała przegonić panów, którym nie spieszyło się do domu i którzy chętnie spędziliby w knajpie całą noc. 
Nie chcąc znów zawracać głowy Gregorowi, postanowiła zamówić taksówkę, gdyż na spacer było już odrobinę za późno. Jednak nie mogąc się powstrzymać, przeszła się kawałek wzdłuż ulicy, przy której znajdował się bar, w którym pracowała. Nie była to zbyt ładna okolica, ale domy, które w większości były już skromnie przystrojone z okazji świąt Bożego Narodzenia, nadawały jej nieco przyjemniejszy wygląd. Uśmiechnęła się na ten widok i już znała plany na resztę wieczoru, z którego i tak nie pozostało wiele, bo było już po jedenastej. Mimo późnej pory, wiedziała, że nie odpuści. Muszą wspólnie z Gregorem przystroić swoje mieszkanie.
Zauważyła po drugiej stronie ulicy ładnie wyglądającą wystawę sklepową. Nie mogła się powstrzymać by nie spojrzeć na nią z bliska. Ulica była zupełnie pusta, ale mimo to Klara zachowując ostrożność rozejrzała się dwa razy zanim przeszła. 
Na nic się to zdało. 
Klara stawiała stopę za stopą w kierunku eleganckiej, jak na tą okolicę wystawy, nieświadoma tego, iż z oddali nadjeżdża samochód. Czarne volvo przecinało ulicę z bardzo zawrotną prędkością. Wszystko stało się bardzo szybko. Klara nie zdążyła nawet zareagować, kiedy zauważyła dwa samochodowe reflektory, które w mgnieniu oka znalazły się tak blisko niej. Za blisko by cokolwiek zrobić. Wydała z siebie głośny krzyk, zanim poczuła piekący ból, który błyskawicznie przeszył całe jej ciało, kiedy samochód w uderzył w nią z ogromną siłą. Kierowca zahamował, jednak było już za późno. Jej bezwładne ciało ześliznęło się po masce na ośnieżony asfalt.
Spanikowany mężczyzna wyskoczył z samochodu, uprzednio upewniając się, iż żadne gapie nie wyglądają przez okna. We wszystkich domach panowały ciemności, dlatego odetchnął z ulgą, ale nie na długo. Zerknął w stronę dziewczyny. Mimo siarczystego mrozu, zrobiło mu się tak ciepło, iż musiał nieco poluzować szalik, ciasno zawiązany na szyi. Na jego twarzy pojawiły się kropelki potu, kiedy dostrzegł, iż śnieg, na którym leżała dziewczyna, w niektórych miejscach zmieniał swój kolor na czerwony. Ten widok był dla niego jak impuls. Niewiele myśląc, wskoczył z powrotem do swojego samochodu. Czarne volvo ruszyło z miejsca, a jego opony, ślizgając się po asfalcie wywołały głośny pisk, jednak nawet to nie było w stanie zbudzić mieszkańców okolicy. Mieszkańców, którzy w większości zasnęli pod wpływem kolejnego nadużycia alkoholu.
A Klara wciąż leżała nieruchoma, pozostawiona samej sobie. Czuła w sobie resztki życia, to jednak nie wystarczyło by wołać o pomoc. Nie potrafiła nawet drgnąć powieką, a czerwona powierzchnia pod nią stopniowo robiła się większa, skracając jej - i tak krótkie życie.
Dopiero spóźniony taksówkarz znalazł w sobie tyle odwagi, by jakoś zareagować. Tylko czy był jeszcze w stanie uratować tą młodą dziewczynę?

____

PS Skończyłam chyba w najciekawszym momencie, ale na następny rozdział nie będziecie czekać tak długo, bo już częściowo go napisałam :) 

niedziela, 12 maja 2013

Trzy: Cause our hearts are locked forever and our love will never die

Jest mi okropnie wstyd za to poniżej, przepraszam :(
_____


Marzec 2013
Sobota. Dzień wolny od studiów, kiedy to Klara miała zamiar odespać ostatnie wydarzenia, które nie dały jej czasu na spokojny sen do południa. Niemal co tydzień była przy Gregorze na zawodach, nie potrafiła mu tego odmówić. Teraz, gdy sezon się skończył, weekendy znów miały być spokojne, a tak jej się przynajmniej wydawało. Oczywiście była w błędzie.
Gregor zaszczycił ją swoją obecnością pod jej oknem o godzinie szóstej rano. Zbudził ją rzucając śnieżkami w okno, aby zaproponować jej (a raczej narzucić) wycieczkę do Innsbrucka. Po ciężkich próbach, w końcu udało mu się ją wyciągnąć z domu.
-Powinnam cię była odprawić, już wtedy kiedy przyniosłeś mi ten cholerny dowód – powiedziała, gdy siedzieli już w pociągu. O tej porze pojazd był właściwie pusty, oprócz nich, gdzieś w oddali siedział jeszcze jakiś krępy facet, wczytany w gazetę, prawdopodobnie nawet nieświadomy tego, że jedzie w pociągu z samym Gregorem Schlierenzauerem. - Nie wiem co mnie w ogóle skusiło żeby gdziekolwiek się z tobą pokazywać!
-A może to? - spojrzał na nią prezentując swój zalotny uśmiech. Dostał za to kuksańca w żebra, ale udało mu się w końcu nieco rozpromienić naburmuszoną twarz Klary. - A co cię skusiło do tego, aby pojechać ze mną o szóstej rano do Innsbrucka, mimo chęci wyspania się? Czyżby to był mój urok osobisty i nadprzyrodzony dar przekonywania?
-Bałam się, że naprawdę będziesz chciał wspinać się do mojego pokoju po rynnie...
-Bałaś się, że zrobię sobie krzywdę! - wypalił Schlierenzauer, za co Klara obdarzyła go wzrokiem mówiącym ironicznie: Tak, dokładnie to chciałam powiedzieć.
-Bałam się, że mój biedny tatuś będzie musiał to przez ciebie naprawiać! - fuknęła. - A zresztą, teraz żałuję. Mogłeś spaść razem z tą cholerną rynną, nie takie upadki przeżywałeś, a nuż przeszłaby ci ochota na wycieczki w środku nocy!
Gregor zareagował śmiechem na słowa ukochanej, po czym obdarzył ją delikatnym pocałunkiem w czoło.

Na stacji w Innsbrucku para wysiadła około siódmej, co spotkało się z kolejnym oburzeniem Klary.
-No i po co jechaliśmy tak wcześnie? Co ty tu chcesz robić o siódmej rano? - ziewnęła. - Wszystko tu jest na pewno jeszcze pozamykane
-Uśmiechnij się! - nakazał Gregor, zupełnie ignorując słowa dziewczyny. Wyciągnął z torby swój drogi aparat, nawet nie wiadomo kiedy i nim Klara zdążyła przejrzeć jego zamiary, jej zdjęcie widniało na jego małym ekraniku.
-Niech licho weźmie ciebie i ten twój aparat, Schlierenzauer! - fuknęła, lekko go popychając i delikatnie się zaśmiewając. - Pokaż to! - zbliżyła się do chłopaka, a ten na przekór jej, odwrócił się do niej plecami.
Położyła mu dłonie na ramionach i stając na palcach, zerknęła mu przez ramię, aby zobaczyć swoje zdjęcie z zaskoczenia, których Gregor na swoim aparacie miał całą masę. Roześmiała się perliście, widząc swoją twarz na fotografii. Jej zaspane oczy, z wściekłością wpatrywały się gdzieś w dal, a wargi miała lekko rozchylone jakby w momencie robienia zdjęcia chciała coś powiedzieć.
-Będziesz miał koszmary w nocy! - szturchnęła go jeszcze raz. - To co będziemy tutaj robić, panie kierowniku wycieczki?
-Jak już słusznie zauważyłaś, o tej porze jeszcze wszystko jest pozamykane, więc na razie pocykamy trochę fotek.
Blondynka wzniosła oczy ku niebu, a Gregor wykorzystując jej chwilową nieuwagę zrobił jej kolejne zdjęcie.
-Jesteś niereformowalny! Daj ten aparat, ty też musisz mieć jakieś zdjęcia. - wyciągnęła ręce, aby zabrać Schlierenzauerowi urządzenie, ale on w porę się odwrócił.
-Wolę fotografować, niż pozować, za to ty do pozowania nadajesz się idealnie!
-Wolę fotografować, niż pozować - Klara sparodiowała głos Gregora. - A co na fejsa wrzucisz?
-To jest bardzo ładne! - pokazał jej zdjęcie, zrobione przed chwilą.
-Twoje fanki nie będą zachwycone kiedy zaprezentujesz im coś takiego... - zaśmiała się. - Zaczają się gdzieś pod moim domem i będą czyhać kiedy w końcu z niego wyjdę, a wtedy...
-Ty okropna pesymistko! - pstryknął dziewczynę w nos. - Od razu przewidujesz najgorsze scenariusze...

Wycieczka szczegółowo zaplanowana przez Gregora, wbrew początkowemu sceptycyzmowi Klary była bardzo udana. Po obfotografowaniu najbardziej malowniczych miejsc, w najbliższej okolicy, wybrali się na śniadanie do jednej z nielicznych, otwartych tak wcześnie knajpek.
Cały dzień spędzili na spacerowaniu po górskich szlakach i zwiedzaniu najciekawszych innsbruckich atrakcji, szerokim łukiem omijając skocznię Bergiesel, gdyż Gregor zaznaczył, że ma to być ich dzień, bez skoków i innych zobowiązań, które zwykle na nich ciążą.
Wieczorem wybrali się do centrum miasta, gdzie odbywał się akurat jakiś festyn. Spacerowali wśród kolorowych namiotów, z przeróżnymi wymyślnymi gadżetami, które cieszyły oczy dzieci, w przeciwieństwie do portfeli ich rodziców.
-Chodźmy na strzelnicę! - zaproponowała Klara i pociągnęła Gregora za rękę. - Zagram o tego wielkiego misia! - poinformowała właściciela stoiska, kiedy już przy nim stanęli, po czym wręczyła mu pieniądze.
-Aby wygrać maskotkę musi pani trafić trzy razy – poinformował ją mężczyzna, wręczając jej do ręki wiatrówkę. - Ma pani na to pięć strzałów.
Blondynka chwyciła „broń” w ręce, opierając jej koniec na swoim ramieniu. Ustawiła ją nieco wyżej, niż wyznaczony na tarczy cel, gdyż wiedziała, że nabój nie porusza się po idealnej prostej i w końcowej fazie lotu, nieco schodzi w dół.
Gregor przyglądał się wszystkiemu z uśmiechem na twarzy. Klara przygryzła wargi, wysuwając lekko język, jakby w czymkolwiek jej to pomagało. Trafiła trzy razy i po chwili trzymała w rękach wielkiego, pluszowego misia.
-Dlaczego akurat ten? - spytał Schlierenzauer.
-Bo mi ciebie przypomina! - zaśmiała się, wciskając mu maskotkę w ręce.
-Też jestem taki uroczy?
-Też masz taki dumny uśmiech, jakbyś był pępkiem świata. - pokazała mu żartobliwie język i dźgnęła palcem w żebra.

Gregor razem z Klarą biegiem pokonali drogę dzielącą ich od dworca kolejowego. Śmiali się przy tym do rozpuku, gdyż widok Schlierenzauera wlokącego ze sobą wielką maskotkę, musiał być komiczny dla postronnych obserwatorów. Bawili się tak dobrze, że zupełnie stracili rachubę czasu, a za kilka minut z peronu miał odjechać ich pociąg.
Klara szybko pokonała dwanaście schodków, które dzieliły ich od peronu. i jedyne co zdążyła zobaczyć w ciemnościach, panujących poza zasięgiem mętnych lamp, to oddalający się, podświetlony napis „Fulpmes”, który zmieszczony był na tyle ostatniego tego dnia pociągu do tego właśnie miasta.
-Chyba będziemy musieli tu przenocować! - powiedział Gregor, kiedy w końcu dołączył do blondynki. Odstawił pluszaka na ziemię i wziął głęboki oddech.
-Na dworcu? - Klara spojrzała na niego z politowaniem, na co on zareagował gromkim śmiechem.
-Hm... Skoczek narciarski nocuje na dworcu kolejowym... - Gregor udał, że rozważa taką możliwość. - O czymś takim w mediach chyba jeszcze nie słyszeli, ale wolałbym żebyśmy się przespali w jakimś cieplejszym miejscu...
Tak też zrobili. Mieli dużo szczęścia, że w pobliżu było mnóstwo miejsc, w których mogli spędzić noc. Po uprzednim wyposażeniu się w najbardziej potrzebne rzeczy, takie jak mydło, czy ręczniki w jednym z całodobowych sklepów, udali się do niewielkiego hostelu, schowanego w cichej uliczce, z dala od miejskiego zgiełku.
-Pierwszy raz w swoim prawie dwudziestojednoletnim życiu nie wracam na noc do domu – zaśmiała się Klara, wychodząc z łazienki, ubrana w za dużą koszulkę, nabytą podczas wcześniejszych zakupów. - Moi rodzice już się bali, że mam jakieś zboczenie, czy coś, wiesz... niektóre dziewczyny, już w wieku piętnastu lat, uciekają gdzieś na całą noc.
-No to chyba musisz nadrobić te sześć lat, co? - Gregor położył rękę na jej talii, uśmiechając się na swój sposób i przyciągnął do siebie, po czym złożył pocałunek na jej ustach, w których czuć było miętową pastę do zębów. Odsunął się na moment by spojrzeć w jej niebieskie oczy, w których zapłonęła miłość i pożądanie. Tym razem to dziewczyna wpiła się w jego wargi, złapał ją za pośladki i uniósł do góry, a ona oplotła go nogami. Opadli na łóżko, kontynuując pocałunki. Gregor przejechał wargami po szyi dziewczyny, która wcześniej pozbawiła go jego koszulki. Nie pozostał jej dłużny. Oboje wiedzieli do czego to dąży, jednak żadne z nich nie chciało przerwać tej chwili.

_____
PORAŻKA! Rozważam na poważnie usunięcie tego bloga. Nie czuję tej historii, piszę ją z jakimś takim oporem, zupełnie jakbym to nie ja ją tworzyła... Żałuję, że w ogóle zdecydowałam się ją zacząć. Oczywiście świadomość, że jednak jest jakaś nieliczna grupka osób, które poświęcają swój czas, aby to przeczytać jest bardzo motywująca i chciałabym dla Was wymęczyć tu jeszcze ze dwa - trzy rozdziały i to dokończyć, ale kiedy się za to zabieram... szkoda gadać. Gapię się bezsensownie w monitor, ewentualnie piszę dwa zdania, które kompletnie nie mają sensu, kasuję je i zaczynam od nowa, a całość i tak wychodzi beznadziejnie. Podobno mam bardzo niskie mniemanie o sobie, ale i bez tego wiem, że to jest beznadziejne. Gdybym była bardziej samolubna ta historia już dawno zniknęłaby z blogosfery, ale nie umiem tak po prostu kliknąć "usuń bloga", nie informując Was o tym. Oczywiście rozpoczęłabym coś innego o tematyce skoków, kiedy tylko skończę historię o Alvaro i Dianie. Czekam na waszą SZCZERĄ opinię na ten temat. Powtarzam: szczerą! I uzasadnioną, najlepiej :)

PS Strzelnicę ukradłam mojej kochanej i niezawodnej przyjaciółce, która nie chce sobie założyć bloga, a szkoda, bo pisze bardzo ładnie :)

sobota, 20 kwietnia 2013

Dwa: If I lose myself tonight, It'll be by your side

Słuchałam sobie eski i tak mnie natchnęło jak leciała ta piosenka <klik>. Myślę, że przy czytaniu też się nada :)


Luty 2013
Nie możemy się spodziewać jakich ludzi ześle nam przypadek. Tak samo jak nie możemy się spodziewać kim te osoby się dla nas staną. Najczęściej są tylko pojedynczym epizodem w naszym życiu, który przemija tak szybko jak się pojawił, często jednak jest tak, że przywiązujemy się do nich jak małe dzieci przywiązują się do swoich zabawek. Nie wyobrażamy sobie bez nich życia, mimo że nawet do głowy by nam nie przyszło, że ta przypadkowa znajomość może przerodzić się w coś głębszego.
Zaledwie trzy miesiące temu, kiedy Gregor stanął przed jej drzwiami, Klara nawet nie myślała, że stanie się to cotygodniowym rytuałem. Opierała się tak długo jak mogła, jednak na nic się to zdało. Przywiązała się tak, że nie wyobrażała sobie już życia bez niego u jej boku, mimo że mają dla siebie tak mało czasu.
Gregor również tego nie planował. Chciał przelotnego flirtu, chwilowego oderwania się od wielkiego świata, w którym znajduje się od kilku lat. Ta urocza blondynka była jednak coraz częstszym gościem w jego myślach, aż w końcu wdarła się do jego serca.

Mistrzostwa świata. Czekał na ten moment odkąd tylko zaczął się sezon, a może nawet wcześniej. Zdobył już srebrny medal na skoczni normalnej, a teraz pragnął obronić tytuł Mistrza Świata na skoczni dużej. Miał wspaniałą motywację. Wśród setek austriackich kibiców była Klara. Jego Klara, która poświęciła swój cenny czas tylko po to żeby go wspierać w osiągnięciu jego celu. Wygrał już tyle konkursów w tym sezonie, pobił rekord Mattiego Nykaenena, a forma z pewnością jeszcze go nie opuściła. Chyba nic nie mogło pójść źle.
A jednak...
Siedział na belce zmotywowany jak nigdy przedtem i być może to był problem? Tak bardzo nastawił się na zwycięstwo, iż go to przerosło? Czuł na twarzy wiatr unoszący jego prawie nieruchome ciało. Dla kibiców obserwujących jego lot wszystko wyglądało jak zwykle, ale on już czuł, że nic dobrego z tego nie będzie. Wylądował na sto dwudziestym piątym metrze i sam pozbawił się szansy na złoty medal już po pierwszej serii konkursu. Pozbawił się szansy na jakikolwiek medal. Jego marzenia przepadły.
Ostatecznie udało mu się przebić do najlepszej dziesiątki, ale nagroda pozostała poza jego zasięgiem. Był mocno rozczarowany, czuł jak gorycz opanowuje jego ciało i wtedy ją zobaczył. Klara zmierzała w jego stronę z jej charakterystycznym, rozczulającym uśmiechem na twarzy. Nie miał czasu z nią porozmawiać między seriami, dlatego jego radość była bezgraniczna kiedy wpadła w jego ramiona.
-Nie wiem co teraz czujesz, mogę się tylko domyślać – powiedziała, mocno się do niego przytulając – ale dla mnie jesteś moim osobistym mistrzem świata.
Nawet nie zdawała sobie sprawy jak pomaga mu swoją obecnością, nie musiała nic mówić, wystarczyła jej bliskość. Jej jeden uśmiech uświadomił mu, że to nie medale są w życiu najważniejsze.
Gregor chwycił Klarę za ramiona i delikatnie od siebie odciągnął. Spojrzał w jej niebieskie tęczówki. Szczęście przyćmiło rozczarowanie, które odczuwał jeszcze chwilę temu. Nie mógł uwierzyć w to, że ta cudowna dziewczyna jest teraz przy nim.
-Po co mi te cholerne mistrzostwo? Tyle już osiągnąłem, ile jeszcze mogę wygrać? - mówił cały czas patrząc jej w oczy. - Ty. - pstryknął palcem w jej nos, wywołując jej delikatny śmiech. - Ty jesteś moim największym do tej pory zwycięstwem. To, że tu jesteś, że poświęcasz swój czas tylko po to, aby mnie wspierać.
-Ale ten złoty medal... tak chciałeś go wygrać.
-Chciałem – przyznał. - Kiedy siedziałem tam na górze, wydawało mi się, że on już jest mój, ale tak chyba musiało się stać. Teraz rozumiem, że złoty medal to nic. Ty jesteś dla mnie cenniejsza niż ten najcenniejszy kruszec.
Klara nie mogła się powstrzymać przed kolejnym uśmiechem. W jej oczach zebrały się łzy. Nie były to jednak łzy rozpaczy. W tych słonych kroplach zebrało się całe szczęście, które w tej chwili odczuwała. Nie sądziła, że ktoś kto tyle w życiu osiągnął, mimo iż był tylko dwa lata od niej starszy, może powiedzieć coś takiego jej, zwykłej niewyróżniającej się w tłumie dziewczynie.
Kiedy Gregor pochylił się, aby złożyć na jej ustach, poczuła przyjemne ciepło przy sercu, które po chwili wypełniło całe jej ciało. Niemiłosierny mróz, który wcześniej nie dawał za wygraną, zniknął bez śladu. Odwzajemniła pocałunek, próbując mu przez to przekazać wszystko co do niego czuje. Nie potrafiła opisać tego słowami, tak pięknie jak zrobił to on.
-A teraz trzeba okazać szacunek rywalom – powiedział, odsuwając się od niej. - Pogratuluję Kamilowi i innym i resztę wieczoru mamy dla siebie. - złożył jeszcze jeden pocałunek na jej policzku i pognał w stronę obleganego Polaka.

_________________________________
Krótki i nudny, przepraszam :( Pisanie o Gregorze chyba nie jest dla mnie, ale dociągnę to do końca, bo nie zostało dużo. To od początku miało być krótkie opowiadanie nieprzekraczające dziesięciu rozdziałów, dlatego nie pisałam ze szczegółami jak to się stało, że są razem, bo to by mi zajęło jakieś dodatkowe pięć części. Po prostu są i już :) Następne opowiadanie o skokach, będzie prawdopodobnie o Maćku Kocie, bo on siedzi mi w głowie od zeszłych wakacji i jakoś trzeba to w końcu spożytkować, ale nie obiecuję, że prędko mi się to uda :) 

niedziela, 7 kwietnia 2013

Jeden: You've got a hollow point smile


Ręka mi się trzęsie, ale publikuję...

Listopad 2012
Łóżko zasypane było różnymi przedmiotami. Jakieś papierki, telefon, książka i inne obiekty, które kobieta mogła nosić w swojej torebce. Nie było jednak wśród nich tej najważniejszej rzeczy – portfela. Klara była lekko zszokowana. Miała w nim zaledwie dziesięć euro, ale oprócz tego był tam jej dowód osobisty. Nie miała żadnych wątpliwości – musiał jej wypaść poprzedniego wieczora, w parku, podczas gdy szarpała się z tym zboczeńcem, który za wszelką cenę chciał się do niej dobrać. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie tej sytuacji. Nie mogła uwierzyć w to jak wielkiego ma pecha. Przecież nosiła w torebce tyle różnych rzeczy, bez których mogłaby się obejść, a wypaść musiał akurat portfel z dowodem. Nie mogła już jednak nic na to poradzić. Będzie musiała to zgłosić i czekać. Może ktoś go odda i zatrzyma dla siebie tylko te dziesięć euro, którego ona nie potrzebowała do przeżycia.
Zgarnęła wszystkie swoje rzeczy z powrotem do torebki, po czym porzuciła ją na podłogę. W tym samym momencie w jej pokoju zjawił się Ben, jej młodszy o trzy lata brat.
-Cześć Klara. Wiesz, że jesteś moją najukochańszą siostrzyczką na świecie i nie zamieniłbym cię na nikogo innego, prawda?
Klara wywróciła teatralnie oczami, na jej twarzy zagościł jednak uśmiech.
-Czego tym razem? - spytała.
Ben przysiadł na łóżku obok niej.
-Bo wiesz... rodzice wracają z pracy dopiero w nocy, chciałbym zaprosić paru kumpli...
-Spoko. Przecież wiesz, że nie musisz mnie pytać o zgodę.
-Nie o to chodzi – westchnął. - Mogłabyś kupić nam jakieś piwo... nie jesteśmy już dziećmi...
-Chciałabym ci pomóc, ale niestety nic z tego.
-Klara! - powiedział niemal rozpaczliwym tonem. - Po jednym piwie! To nam przecież nie zaszkodzi!
-Tak – odparła. - Ale zgubiłam dowód, a bez niego nic mi nie sprzedają. Na oko wyglądam jakbym była twoją młodszą, a nie starszą siostrą.
To prawda. Klara mimo tego, że niedawno skończyła dwadzieścia lat, przy swoim bracie wygląda jak gimnazjalistka.
-Cholera... - mruknął. - To nie dobrze...
Każdy postronny obserwator pomyślałby w tym momencie, że Ben jest kochanym młodszym bratem i przejął się kłopotem siostry, jednak Klara wiedziała, że jej brat po prostu boi się co pomyślą jego koledzy kiedy poczęstuje ich soczkiem pomarańczowym.
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi. Ben jako leniwy młodszy brat, nawet na niego nie zareagował, dlatego obowiązek otworzenia drzwi gościowi przypadł Klarze.
Dziewczyna niechętnie zwlokła się ze swojego łóżka i powędrowała na dół. Kiedy zobaczyła kto stoi przed jej domem, miała wrażenie iż się przewidziała. Można być totalnie zielonym, jeśli chodzi o sporty zimowe, ale najsłynniejszego mieszkańca Fulpmes, Gregora Schlierenzauera nie dało się nie znać.
-Cześć! - powiedział szeroko się uśmiechając.
Klara patrzała na niego zaskoczona. W jaki sposób znalazł się przed jej domem?
-Nie wiem czy mnie kojarzysz – mówił, a ten czarujący uśmieszek wciąż malował się na jego twarzy. - Wczoraj ci pomogłem, wiesz... - machał ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, nie wiedząc jak opisać wydarzenie z wczorajszego wieczora. Klara jednak doskonale wiedziała o co mu chodzi. Kolejny szok. Do głowy by jej nie przyszło, że osobą, która jej pomogła mógł być sławny sportowiec. Jej przerażenie połączone z ciemnościami panującymi wczoraj w parku nie pozwalały jej na zidentyfikowanie twarzy wybawcy.
-Tak pamiętam – odparła. - Co w związku z tym? Podziękowałam przecież, nie wiem co więcej mogę zrobić, aby się odwdzięczyć.
Gregor roześmiał się i wyciągnął coś z kieszeni. Od razu rozpoznała swój granatowy portfel, którego przed chwilą bezskutecznie szukała w torebce.
-Przyniosłem ci twoją zgubę. - podał dziewczynie jej własność. - Nic nie zginęło, a otworzyłem go tylko po to, żeby sprawdzić czy znajdę w nim może twój adres. Znalazłem, więc pomyślałem, że wypadałoby go oddać.
-Dziękuję – powiedziała Klara. - Jeszcze raz.
Pożegnała się i już chciała zamykać drzwi kiedy...
-Zaczekaj!
Klara mimowolnie z powrotem otwarła drzwi trochę szerzej i spojrzała na niego pytająco. Gregor oparł się nonszalancko o framugę.
-Dwa razy uratowałem ci życie... a skoro tak bardzo chcesz się odwdzięczyć...
-Życie? -tym razem to Klara się roześmiała. - Co najwyżej cnotę, a zgubiony dowód to przecież nie koniec świata.
-Daj się zaprosić na kawę! - zignorował jej uwagę.
-Chyba zwariowałeś! - fuknęła. - A poza tym to od kiedy jesteśmy na „ty”, skoro nie raczyłeś mi się nawet przedstawić?
-Przepraszam - powiedział sztucznie poważnym tonem, nisko kłaniając się przed dziewczyną. Powoli traciła do niego cierpliwość. - Nazywam się Gregor. Czy nie zechciałaby pani wybrać się ze mną gdzieś, gdziekolwiek? - po raz kolejny kusicielsko się uśmiechając. Klara wprost nie mogła tego uśmiechu nie odwzajemnić.
-No dobrze – westchnęła. - Ale robię to dla świętego spokoju – zaznaczyła – nie dla ciebie. Zaczekaj chwilę.
Pobiegła z powrotem na górę, oznajmiła bratu, że wychodzi, zabrała torebkę i – założywszy płaszcz znów znalazła się przed drzwiami.
-No i nie musisz się wygłupiać – zaśmiała się. - Mów mi Klara.
Nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo się zgodziła. Początkowo żałowała, że tak spontanicznie podjęła decyzję. Czy chciała by widziano ją w miejscu publicznym w takim towarzystwie? Ją, zwykłą studentkę drugiego roku medycyny ze sławnym, rozchwytywanym sportowcem? Stres zniknął jednak tak szybko jak ona podjęła decyzję. Czuła się nadzwyczaj swobodnie w jego towarzystwie i chwilami miała wrażenie, iż pije kawę w towarzystwie kolegi ze studiów. Jedyne co ją krępowało to ten uśmiech.
Po powrocie do domu, chciała się zrelaksować czytając książkę, którą niedługo musiała zwrócić do biblioteki. Sięgnęła do torebki i... nie znalazła jej. Zaczęła szukać jej po pokoju, dosłownie obracając go do góry nogami.
-A tu co się stało? - spytał przerażony Ben, który nagle pojawił się w pomieszczeniu. - Huragan przeszedł?
-Tak – odparła. - Huragan Klara... Tam masz swoje piwo – powiedziała wskazując ręką w nieokreślone miejsce, nawet tam nie spoglądając.
-Znalazłaś dowód?
-Długa historia... - westchnęła siadając na swoim łóżku. - Bierz co twoje i zmykaj...
Kiedy młodszy brat opuścił pomieszczenie, usłyszała dźwięk swojego telefonu, który oznajmił, iż dostała wiadomość. Przerwała poszukiwania książki, aby ją odczytać.

Mam Twoją książkę, jeśli chcesz ją odzyskać to widzimy się jutro w tym samym miejscu o dziewiętnastej :)

-Ciekawy sposób na podryw... - westchnęła. Nawet nie zastanawiała się od kogo dostała tą wiadomość. Zastanowiła się tylko skąd Schlierenzauer ma jej numer i książkę. Odpowiedź pojawiła się w jej głowie niemal od razu. Musi sobie zapamiętać, że jutro nie może zostawić przy nim swojej torebki, kiedy będzie chciała wyjść do łazienki. Najchętniej olałaby tą wiadomość, ale nie chciała zawieść zaufania pani bibliotekarki.
I ten jego uśmiech... Starała się nie pokazywać, że działa na nią niemal tak jak na te tłumy podnieconych nastolatek, ale nie wiedziała jak długo będzie się jej to udawać.

________________________________

Mówcie co chcecie, ja wiem, że jest beznadziejnie :) Welli chyba najlepiej to skomentuje:

No dobrze, dobrze :) Jakbym tu dała pierwszą wersję tego rozdziału to po prostu zasnęłybyście przy czytaniu (o ile przy tym też nie zasnęłyście). Ogólnie miałam wielki problem z napisaniem tego, ale z pomocą przyszła mi moja jedyna, niezawodna przyjaciółka :P Teraz chyba będę cukrzyć do porzygu :) a potem dowiecie się co się stało, że na początku prologu Gregor jest nieszczęśliwy... Mam nadzieję, że taki kryzys jak przy pisaniu pierwszego rozdziału mnie już nie dopadnie... Trzymajcie kciuki :) 

piątek, 15 marca 2013

Prolog: If I could be with you tonight I would sing you to sleep


Grudzień 2013
Jest chłodny, grudniowy wieczór. Całkiem podobny do tego sprzed ponad roku. Blady księżyc wznoszący się ponad kronami drzew jest jedynym źródłem światła. Za dnia park emanuje wesołością, spragnieni ruchu na świeżym powietrzu ludzie zalewają jego alejki, niczym mrówki. Teraz kiedy jest grubo po dwudziestej drugiej miejsce to roztacza ponurą, wręcz przerażającą aurę, a po jednej z alejek pośpiesznym krokiem podąża tylko jeden młody człowiek, któremu ten klimat nigdy nie przeszkadzał. Zwłaszcza teraz kiedy rzeczywistość przytłacza go swoim ciężarem, nie zwraca uwagi na takie błahostki jak nastrój panujący w tym miejscu.
Nie chce wracać do swojego mieszkania. Tam wszystko jest przesiąknięte wspomnieniami, zapachem kobiety, która zmieniła jego życie. Wszystko przypomina mu o wspaniałych chwilach, które dane było mu przeżyć w ciągu ostatniego roku. Nie mógł tam być wiedząc, że to wszystko już nie wróci. Przysiada na ławce, zamyka oczy i wystawia twarz na rześkie, wieczorne powietrze. Mógłby tak długo siedzieć byle jak najbardziej przedłużyć powrót do domu. Jednak kiedy otwiera oczy wraca rzeczywistość, wracają też piękne, aczkolwiek bolesne wspomnienia.

Ten sam park, listopad 2012
Park zalany był ciemnościami, zasięg ulicznych latarni nie był wystarczający aby oświetlić jego alejki. Słaba widoczność powodowała, że Klara Spiller musiała podążać między drzewami niemal na oślep. Delikatne światło księżyca częściowo oświetlało jej drogę. Nie lubiła wracać tędy do domu, jednak była to najkrótsza z dróg, które mogła wybrać, a zależało jej na szybkim znalezieniu się w ciepłym łóżku. Miała na sobie tylko lekki płaszcz, który nie ogrzewał jej zanadto, krótka spódniczka z jej eleganckiego kostiumu odkrywała jej nogi, a cienkie rajstopy nie były w stanie powstrzymać mroźnego powietrza. Drżała z zimna, ale pospiesznie stawiała stopę za stopą, im szybciej znajdzie się w domu tym lepiej.
-Nieładnie szwendać się o tak późnej porze – usłyszała gdzieś w pobliżu męski, pogardliwy głos.
Puściła te słowa mimo uszu i nie patrząc nawet w stronę, z której dobiegał głos, szła dalej, jednak mężczyzna nie poprzestał tylko na takim „upomnieniu”. Zaczął podążać w jej stronę, wzbudzając w niej strach, lecz nie zatrzymała się.
-Mamusia cię nie nauczyła, że nie wolno się samej włóczyć po takich miejscach? - zaśmiał się szyderczo. Chwycił ją za włosy, które miała spięte w kitkę i pociągnął do tyłu. Ze strachu ugięły się pod nią kolana, powodując iż runęła na ziemię, w ostatniej chwili amortyzując upadek rękami. Mocno odepchnęła się od zimnego podłoża i zebrała w sobie wszystkie siły na ucieczkę, ale agresor ponownie chwycił ją za włosy i przyciągnął do siebie. Brutalnie odepchnął ją na konar drzewa i całym ciężarem swojego ciała uniemożliwił jej jakąkolwiek ucieczkę. Wierzgała się, szarpała, okładała go swoimi słabymi rękami – wszystko na nic. Zaczęła głośno wzywać pomocy w nadziei, że oprócz nich ktoś jeszcze jest w parku, ale za to oberwała w prawy policzek. Napastnik powoli zaczął motać się z jej płaszczem, a ona wiedziała, że już nic nie może zrobić. Przez chwilę pomyślała nawet, że wolałaby umrzeć niż przeżywać takie upokorzenie.

Gregor Schlierenzauer wepchnął ręce w kieszenie, a twarz schował głębiej w szaliku. Czy to możliwe, żeby w Austrii było niemal tak zimno jak w Norwegii, z której nie tak dawno wrócił?
Nie pierwszy raz wybrał się na wieczorny spacer. Wychodził kiedy tylko była na to okazja. O tej porze park zwykle świecił pustkami, dlatego zdziwił się kiedy usłyszał wrzaski kobiety. Nie mógł tego zignorować. Działo jej się coś złego, więc czym prędzej ruszył w stronę, z której dobiegały odgłosy. Wrzaski ucichły, ale znalazł się już na tyle blisko, że wyraźnie słyszał płaczliwe łkanie. Przedarł się przez powłokę drzew i w delikatnym świetle księżyca zobaczył agresywnego mężczyznę, który przyciskał swoim ciężarem do drzewa młodziutką dziewczynę.
-Nie chcesz się zabawić? Nie lubisz po ciemku? - śmiał się agresor. Gregor podszedł bliżej, wciąż pozostając niezauważonym. - Przecież wiem, że chcesz... widać. Aż się prosisz, żeby zrzucić z ciebie ten okropny płaszcz, ślicznotko.
-Aż się prosisz żeby dać ci w mordę, kretynie! - przemówił w końcu Gregor, zwracając na siebie uwagę.
Mężczyzna gwałtownie odskoczył, przerażony tym, iż ktoś przyłapał go na gorącym uczynku. Gregor nie czekając, aż napastnik ucieknie, znalazł w sobie nadludzką siłę, wziął mocny zamach i z zaciśniętej pięści uderzył go w twarz. Buzowała w nim adrenalina i złość na tego człowieka, który próbował zrobić krzywdę tej młodej dziewczynie. Jak można być aż takim obrzydliwcem? Klara wydała z siebie zduszony okrzyk, a mężczyzna, który chwilę wcześniej próbował ją zgwałcić, upadł porażony siłą z jaką Gregor zadał mu cios. Próbował podnieść się na nogi, ale Austriak nie dał mu żadnych szans. Kopnął go dwa razy w okolice brzucha i pochylił się, aby jeszcze raz zdzielić go po twarzy, ale mężczyzna zerwał się na równe nogi i po prostu uciekł, nawet go nie dotykając.
Odwrócił się w stronę drzewa, o które wciąż stała oparta Klara. Twarz miała zalaną łzami i na pierwszy rzut oka było widać, że strach paraliżuje jej ciało. Stała ciężko oddychając i wpatrując się z przerażeniem w swojego wybawcę, a z jej ust wydobywały się jedynie obłoczki pary.
-Nic ci nie jest? - spytał, podchodząc bliżej blondynki.
Potrząsnęła głową, jakby te słowa wyrwały ją z jakiegoś snu, po czym ponownie spojrzała na Gregora, tym razem zmuszając się do delikatnego uśmiechu.
-W porządku – odpowiedziała. - Dziękuję. Nie wiem co bym zrobiła gdyby... - nie dokończyła. Przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny, chłodny dreszcz na samą myśl o tym co mogło się stać, gdyby nie zjawił się Gregor.

___________________________________________

Takim oto słodko-gorzkim akcentem inauguruję nową historię. Sezon skoków powoli się kończy, ale mam nadzieję, że mimo to chętnie będziecie czytać te moje wypociny :) To miało wyglądać trochę inaczej, ale moja zakochana w Gregorze przyjaciółka zabroniła mi robić z niego prymitywnego chama. Moja jedyna przyjaciółka, muszę ją sobie szanować, a poza tym to chyba będzie lepsze :)