Czerwone cyferki zegarka elektrycznego, stojącego na mahoniowej
szafce tuż obok telewizora, informowały Gregora, iż za dwadzieścia
minut wybije północ.
Wosk ze świeczek, które zapalił ponad godzinę temu, zdążył
się już stopić, zmniejszając ich wysokość blisko o połowę.
Czerwone, zamszowe pudełeczko, które nerwowo obracał w
rękach chyba też miało już dość czekania. Klara dawno powinna
być już w domu. Przynajmniej pół godziny temu, miała
odpowiedzieć na najważniejsze pytanie w zarówno jej życiu,
jak i życiu Gregora, który miał je zadać.
W jego głowie myśli biły się ze sobą. Nie chciał nawet brać
pod uwagę tego, że stało się coś złego. Może spotkała
koleżankę, może teraz śmieje się perliście opowiadając jej
jakiś śmieszny fakt z ich życia, a z tego wszystkiego straciła
rachubę czasu... Tak próbował się uspokoić, ale jakiś
podstępny, złośliwy głosik w jego głowie zdawał się szeptać:
Zadzwoniłaby. Tak, ten podświadomy szept miał rację.
Przecież Klara nie zwykła znikać, ani spóźniać się bez
żadnego uprzedzenia. Zawsze była bardzo obowiązkowa i punktualna,
a jeśli już nie było możliwości, aby dotrzymać ustalonego
czasu, znajdowała sposób, aby o tym poinformować. A może
rozładował jej się telefon? To też niemożliwe. Przecież widział
jej telefon cały dzień podłączony do ładowarki, a tuż przed
wyjściem Klara w pośpiechu zabierała go ze sobą, a ładowarka
nadal leżała niedbale splątana obok gniazdka kontaktowego.
Dźwięk jego komórki, dochodzący z sąsiedniego
pomieszczenia, był jak wiadro zimnej wody. Odłożył zamszowe
pudełeczko na stolik i w mgnieniu oka znalazł się tuż obok
dzwoniącego urządzenia. Serce podskoczyło mu do gardła kiedy na
wyświetlaczu zamiast imienia ukochanej, ujrzał nieznany numer jej
mamy. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył aparat do ucha.
Kobieta nie czekając aż Gregor się odezwie zaczęła mówić
tak chaotycznie, iż Schlierenzauer musiał wyłapywać pojedyncze
słówka z jej wypowiedzi. To jednak wystarczyło by zrozumiał.
Klara.
Wypadek.
Przyjedź natychmiast.
Gregor prowadził swój samochód w tak szybkim tempie,
że gdyby ruch o tej porze był trochę większy, na pewno sam
spowodowałby wypadek. Nie o tym jednak myślał, kiedy coraz mocniej
przyciskał stopą pedał gazu. Chciał jak najszybciej dotrzeć na
miejsce wypadku.
Już z oddali dało się zauważyć migoczące światełka radiowozu
i karetki. Z okolicznych domów powychodzili ciekawscy ludzie,
których interesowało tylko to, aby następnego dnia znać jak
najwięcej szczegółów, którymi można podzielić
się w sąsiedzkich plotkach. Gregor ze złością odpychał każdą
osobę, która stała na jego drodze.
Jeden z policjantów przesłuchiwał jakąś kobietę, która
podobno widziała wszystko przez okno w swoim salonie. Ratownicy
medyczni biegali z miejsca w miejsce, ale część z nich klękała
na asfalcie i tam najprawdopodobniej była Klara. Schlierenzauer nie
zwracając uwagi na odblaskowe taśmy rozwinięte wokół
miejsca wypadku, szybko przedarł się w tamto miejsce. Niemal w tym
samym momencie jeden z ratowników wstał ze swojego miejsca,
pokazując mu widok, którego wolałby nie oglądać.
Leżała tam, w zakrwawionym śniegu. Wyglądała jakby spała i taką
też Schlierenzauer miał nadzieję. Że jego ukochana śpi. Podszedł
bliżej, wyrywając rękę z uścisku jednego z funkcjonariuszy,
który chciał go stamtąd wyprowadzić. Podobnie jak lekarze
ukląkł przy Klarze, jednak nie wiedział co ma zrobić aby ją
uratować.
-Już za późno, proszę pana
Te słowa, wypowiedziane przez jednego z ratowników,
przyzwyczajonego do przekazywania takich wiadomości ludziom, niczym najmocniejsze dział aprzeszyły jego serce, odbierając jakąkolwiek
nadzieję, która jeszcze w nim żyła.
Już za późno.
To krótkie zdanie krążyło mu po głowie siejąc w niej
totalne spustoszenie. Wszelkie dźwięki dochodzące z zewnątrz,
docierały do niego jakby zagłuszone i niepełne. Gdzieś za jego
plecami słyszał spazmatyczny płacz pani Spiller, która
zapewne była pocieszana przez swojego męża, który z kolei,
jako mężczyzna, pragnął zachować spokój i nie
uzewnętrzniać tego co działo się w jego sercu. Schlierenzauer
miał w głębokim poważaniu popularne powiedzenie, że mężczyźni
nie płaczą i pozwolił sobie dać upust swojej rozpaczy. Po jego
policzkach spłynęło kilka łez, które rozbiły się na
chłodnej dłoni Klary, którą delikatnie gładził opuszkami
swoich palców.
Nie czuł już tego kojącego ciepła jej obecności. Od jej ciała
bił chłód spowodowany nie tylko tym, iż temperatura na
zewnątrz była niska, owy chłód był tylko kolejnym
gwoździem wbijającym się w jego serce, potwierdzający to, iż w
tej młodej dziewczynie nie ma już życia.
_____________________
Ech... nie wiem co o tym myśleć. Nic nie czuję, no. Myślałam, że pisząc tą scenę będę płakać, albo chociaż czuć jakiś smutek, a tymczasem pustka...
Ocenę pozostawiam Wam.
Jeszcze tylko epilog.
Ja za to prawie się popłakałam. Gdyby rozdział był dłuższy, pewnie uroniłabym łzę.
OdpowiedzUsuńAch, tak strasznie szkoda mi Gregora i jego ukochanej, która miała przed sobą całe życie, które najpewniej spędziłaby z nim.
Pozdrawiam. ;*
Zgadzam się z Madridistką, ją również prawie płakałam :( Gdy tylko sobie pomyśle, że ona była taka młoda, przecież miała przed sobą całe życie. I jeszcze ten wypadek... Dlaczego on stał się akurat przed zaręczynami? Współczuję Gregorowi, naprawdę :( Pozdrawiam kochana ;**
OdpowiedzUsuń