wtorek, 9 lipca 2013

Pięć: The last thing I see is you never coming home

 Czerwone cyferki zegarka elektrycznego, stojącego na mahoniowej szafce tuż obok telewizora, informowały Gregora, iż za dwadzieścia minut wybije północ.
Wosk ze świeczek, które zapalił ponad godzinę temu, zdążył się już stopić, zmniejszając ich wysokość blisko o połowę. Czerwone, zamszowe pudełeczko, które nerwowo obracał w rękach chyba też miało już dość czekania. Klara dawno powinna być już w domu. Przynajmniej pół godziny temu, miała odpowiedzieć na najważniejsze pytanie w zarówno jej życiu, jak i życiu Gregora, który miał je zadać.
W jego głowie myśli biły się ze sobą. Nie chciał nawet brać pod uwagę tego, że stało się coś złego. Może spotkała koleżankę, może teraz śmieje się perliście opowiadając jej jakiś śmieszny fakt z ich życia, a z tego wszystkiego straciła rachubę czasu... Tak próbował się uspokoić, ale jakiś podstępny, złośliwy głosik w jego głowie zdawał się szeptać: Zadzwoniłaby. Tak, ten podświadomy szept miał rację. Przecież Klara nie zwykła znikać, ani spóźniać się bez żadnego uprzedzenia. Zawsze była bardzo obowiązkowa i punktualna, a jeśli już nie było możliwości, aby dotrzymać ustalonego czasu, znajdowała sposób, aby o tym poinformować. A może rozładował jej się telefon? To też niemożliwe. Przecież widział jej telefon cały dzień podłączony do ładowarki, a tuż przed wyjściem Klara w pośpiechu zabierała go ze sobą, a ładowarka nadal leżała niedbale splątana obok gniazdka kontaktowego.
Dźwięk jego komórki, dochodzący z sąsiedniego pomieszczenia, był jak wiadro zimnej wody. Odłożył zamszowe pudełeczko na stolik i w mgnieniu oka znalazł się tuż obok dzwoniącego urządzenia. Serce podskoczyło mu do gardła kiedy na wyświetlaczu zamiast imienia ukochanej, ujrzał nieznany numer jej mamy. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył aparat do ucha. Kobieta nie czekając aż Gregor się odezwie zaczęła mówić tak chaotycznie, iż Schlierenzauer musiał wyłapywać pojedyncze słówka z jej wypowiedzi. To jednak wystarczyło by zrozumiał.
Klara.
Wypadek.
Przyjedź natychmiast.


Gregor prowadził swój samochód w tak szybkim tempie, że gdyby ruch o tej porze był trochę większy, na pewno sam spowodowałby wypadek. Nie o tym jednak myślał, kiedy coraz mocniej przyciskał stopą pedał gazu. Chciał jak najszybciej dotrzeć na miejsce wypadku.
Już z oddali dało się zauważyć migoczące światełka radiowozu i karetki. Z okolicznych domów powychodzili ciekawscy ludzie, których interesowało tylko to, aby następnego dnia znać jak najwięcej szczegółów, którymi można podzielić się w sąsiedzkich plotkach. Gregor ze złością odpychał każdą osobę, która stała na jego drodze.
Jeden z policjantów przesłuchiwał jakąś kobietę, która podobno widziała wszystko przez okno w swoim salonie. Ratownicy medyczni biegali z miejsca w miejsce, ale część z nich klękała na asfalcie i tam najprawdopodobniej była Klara. Schlierenzauer nie zwracając uwagi na odblaskowe taśmy rozwinięte wokół miejsca wypadku, szybko przedarł się w tamto miejsce. Niemal w tym samym momencie jeden z ratowników wstał ze swojego miejsca, pokazując mu widok, którego wolałby nie oglądać.
Leżała tam, w zakrwawionym śniegu. Wyglądała jakby spała i taką też Schlierenzauer miał nadzieję. Że jego ukochana śpi. Podszedł bliżej, wyrywając rękę z uścisku jednego z funkcjonariuszy, który chciał go stamtąd wyprowadzić. Podobnie jak lekarze ukląkł przy Klarze, jednak nie wiedział co ma zrobić aby ją uratować.
-Już za późno, proszę pana
Te słowa, wypowiedziane przez jednego z ratowników, przyzwyczajonego do przekazywania takich wiadomości ludziom, niczym najmocniejsze dział aprzeszyły jego serce, odbierając jakąkolwiek nadzieję, która jeszcze w nim żyła.
Już za późno.
To krótkie zdanie krążyło mu po głowie siejąc w niej totalne spustoszenie. Wszelkie dźwięki dochodzące z zewnątrz, docierały do niego jakby zagłuszone i niepełne. Gdzieś za jego plecami słyszał spazmatyczny płacz pani Spiller, która zapewne była pocieszana przez swojego męża, który z kolei, jako mężczyzna, pragnął zachować spokój i nie uzewnętrzniać tego co działo się w jego sercu. Schlierenzauer miał w głębokim poważaniu popularne powiedzenie, że mężczyźni nie płaczą i pozwolił sobie dać upust swojej rozpaczy. Po jego policzkach spłynęło kilka łez, które rozbiły się na chłodnej dłoni Klary, którą delikatnie gładził opuszkami swoich palców.
Nie czuł już tego kojącego ciepła jej obecności. Od jej ciała bił chłód spowodowany nie tylko tym, iż temperatura na zewnątrz była niska, owy chłód był tylko kolejnym gwoździem wbijającym się w jego serce, potwierdzający to, iż w tej młodej dziewczynie nie ma już życia.

_____________________
Ech... nie wiem co o tym myśleć. Nic nie czuję, no. Myślałam, że pisząc tą scenę będę płakać, albo chociaż czuć jakiś smutek, a tymczasem pustka... 
Ocenę pozostawiam Wam. 
Jeszcze tylko epilog.

2 komentarze:

  1. Ja za to prawie się popłakałam. Gdyby rozdział był dłuższy, pewnie uroniłabym łzę.
    Ach, tak strasznie szkoda mi Gregora i jego ukochanej, która miała przed sobą całe życie, które najpewniej spędziłaby z nim.
    Pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Madridistką, ją również prawie płakałam :( Gdy tylko sobie pomyśle, że ona była taka młoda, przecież miała przed sobą całe życie. I jeszcze ten wypadek... Dlaczego on stał się akurat przed zaręczynami? Współczuję Gregorowi, naprawdę :( Pozdrawiam kochana ;**

    OdpowiedzUsuń