_____
Marzec 2013
Sobota. Dzień wolny od studiów, kiedy to Klara miała zamiar
odespać ostatnie wydarzenia, które nie dały jej czasu na
spokojny sen do południa. Niemal co tydzień była przy Gregorze na
zawodach, nie potrafiła mu tego odmówić. Teraz, gdy sezon
się skończył, weekendy znów miały być spokojne, a tak jej
się przynajmniej wydawało. Oczywiście była w błędzie.
Gregor zaszczycił ją swoją obecnością pod jej oknem o godzinie
szóstej rano. Zbudził ją rzucając śnieżkami w okno, aby
zaproponować jej (a raczej narzucić) wycieczkę do Innsbrucka. Po
ciężkich próbach, w końcu udało mu się ją wyciągnąć z
domu.
-Powinnam cię była odprawić, już wtedy kiedy przyniosłeś mi ten
cholerny dowód – powiedziała, gdy siedzieli już w pociągu.
O tej porze pojazd był właściwie pusty, oprócz nich, gdzieś
w oddali siedział jeszcze jakiś krępy facet, wczytany w gazetę,
prawdopodobnie nawet nieświadomy tego, że jedzie w pociągu z samym
Gregorem Schlierenzauerem. - Nie wiem co mnie w ogóle skusiło
żeby gdziekolwiek się z tobą pokazywać!
-A może to? - spojrzał na nią prezentując swój zalotny
uśmiech. Dostał za to kuksańca w żebra, ale udało mu się w
końcu nieco rozpromienić naburmuszoną twarz Klary. - A co cię
skusiło do tego, aby pojechać ze mną o szóstej rano do
Innsbrucka, mimo chęci wyspania się? Czyżby to był mój
urok osobisty i nadprzyrodzony dar przekonywania?
-Bałam się, że naprawdę będziesz chciał wspinać się do mojego
pokoju po rynnie...
-Bałaś się, że zrobię sobie krzywdę! - wypalił Schlierenzauer,
za co Klara obdarzyła go wzrokiem mówiącym ironicznie: Tak,
dokładnie to chciałam powiedzieć.
-Bałam się, że mój biedny tatuś będzie musiał to przez
ciebie naprawiać! - fuknęła. - A zresztą, teraz żałuję. Mogłeś
spaść razem z tą cholerną rynną, nie takie upadki przeżywałeś,
a nuż przeszłaby ci ochota na wycieczki w środku nocy!
Gregor zareagował śmiechem na słowa ukochanej, po czym obdarzył
ją delikatnym pocałunkiem w czoło.
Na stacji w Innsbrucku para wysiadła około siódmej, co
spotkało się z kolejnym oburzeniem Klary.
-No i po co jechaliśmy tak wcześnie? Co ty tu chcesz robić o
siódmej rano? - ziewnęła. - Wszystko tu jest na pewno
jeszcze pozamykane
-Uśmiechnij się! - nakazał Gregor, zupełnie ignorując słowa
dziewczyny. Wyciągnął z torby swój drogi aparat, nawet nie
wiadomo kiedy i nim Klara zdążyła przejrzeć jego zamiary, jej
zdjęcie widniało na jego małym ekraniku.
-Niech licho weźmie ciebie i ten twój aparat, Schlierenzauer!
- fuknęła, lekko go popychając i delikatnie się zaśmiewając. -
Pokaż to! - zbliżyła się do chłopaka, a ten na przekór
jej, odwrócił się do niej plecami.
Położyła mu dłonie na ramionach i stając na palcach, zerknęła
mu przez ramię, aby zobaczyć swoje zdjęcie z zaskoczenia, których
Gregor na swoim aparacie miał całą masę. Roześmiała się
perliście, widząc swoją twarz na fotografii. Jej zaspane oczy, z
wściekłością wpatrywały się gdzieś w dal, a wargi miała lekko
rozchylone jakby w momencie robienia zdjęcia chciała coś
powiedzieć.
-Będziesz miał koszmary w nocy! - szturchnęła go jeszcze raz. -
To co będziemy tutaj robić, panie kierowniku wycieczki?
-Jak już słusznie zauważyłaś, o tej porze jeszcze wszystko jest
pozamykane, więc na razie pocykamy trochę fotek.
Blondynka wzniosła oczy ku niebu, a Gregor wykorzystując jej
chwilową nieuwagę zrobił jej kolejne zdjęcie.
-Jesteś niereformowalny! Daj ten aparat, ty też musisz mieć jakieś
zdjęcia. - wyciągnęła ręce, aby zabrać Schlierenzauerowi
urządzenie, ale on w porę się odwrócił.
-Wolę fotografować, niż pozować, za to ty do pozowania nadajesz
się idealnie!
-Wolę fotografować, niż pozować - Klara sparodiowała głos
Gregora. - A co na fejsa wrzucisz?
-To jest bardzo ładne! - pokazał jej zdjęcie, zrobione przed
chwilą.
-Twoje fanki nie będą zachwycone kiedy zaprezentujesz im coś
takiego... - zaśmiała się. - Zaczają się gdzieś pod moim domem
i będą czyhać kiedy w końcu z niego wyjdę, a wtedy...
-Ty okropna pesymistko! - pstryknął dziewczynę w nos. - Od razu
przewidujesz najgorsze scenariusze...
Wycieczka szczegółowo zaplanowana przez Gregora, wbrew
początkowemu sceptycyzmowi Klary była bardzo udana. Po
obfotografowaniu najbardziej malowniczych miejsc, w najbliższej
okolicy, wybrali się na śniadanie do jednej z nielicznych,
otwartych tak wcześnie knajpek.
Cały dzień spędzili na spacerowaniu po górskich szlakach i
zwiedzaniu najciekawszych innsbruckich atrakcji, szerokim łukiem
omijając skocznię Bergiesel, gdyż Gregor zaznaczył, że ma to być
ich dzień, bez skoków i innych zobowiązań, które
zwykle na nich ciążą.
Wieczorem wybrali się do centrum miasta, gdzie odbywał się akurat
jakiś festyn. Spacerowali wśród kolorowych namiotów,
z przeróżnymi wymyślnymi gadżetami, które cieszyły
oczy dzieci, w przeciwieństwie do portfeli ich rodziców.
-Chodźmy na strzelnicę! - zaproponowała Klara i pociągnęła
Gregora za rękę. - Zagram o tego wielkiego misia! - poinformowała
właściciela stoiska, kiedy już przy nim stanęli, po czym wręczyła
mu pieniądze.
-Aby wygrać maskotkę musi pani trafić trzy razy – poinformował
ją mężczyzna, wręczając jej do ręki wiatrówkę. - Ma
pani na to pięć strzałów.
Blondynka chwyciła „broń” w ręce, opierając jej koniec na
swoim ramieniu. Ustawiła ją nieco wyżej, niż wyznaczony na tarczy
cel, gdyż wiedziała, że nabój nie porusza się po idealnej
prostej i w końcowej fazie lotu, nieco schodzi w dół.
Gregor przyglądał się wszystkiemu z uśmiechem na twarzy. Klara
przygryzła wargi, wysuwając lekko język, jakby w czymkolwiek jej
to pomagało. Trafiła trzy razy i po chwili trzymała w rękach
wielkiego, pluszowego misia.
-Dlaczego akurat ten? - spytał Schlierenzauer.
-Bo mi ciebie przypomina! - zaśmiała się, wciskając mu maskotkę
w ręce.
-Też jestem taki uroczy?
-Też masz taki dumny uśmiech, jakbyś był pępkiem świata. -
pokazała mu żartobliwie język i dźgnęła palcem w żebra.
Gregor razem z Klarą biegiem pokonali drogę dzielącą ich od
dworca kolejowego. Śmiali się przy tym do rozpuku, gdyż widok
Schlierenzauera wlokącego ze sobą wielką maskotkę, musiał być
komiczny dla postronnych obserwatorów. Bawili się tak dobrze,
że zupełnie stracili rachubę czasu, a za kilka minut z peronu miał
odjechać ich pociąg.
Klara szybko pokonała dwanaście schodków, które
dzieliły ich od peronu. i jedyne co zdążyła zobaczyć w
ciemnościach, panujących poza zasięgiem mętnych lamp, to
oddalający się, podświetlony napis „Fulpmes”, który
zmieszczony był na tyle ostatniego tego dnia pociągu do tego
właśnie miasta.
-Chyba będziemy musieli tu przenocować! - powiedział Gregor, kiedy
w końcu dołączył do blondynki. Odstawił pluszaka na ziemię i
wziął głęboki oddech.
-Na dworcu? - Klara spojrzała na niego z politowaniem, na co on
zareagował gromkim śmiechem.
-Hm... Skoczek narciarski nocuje na dworcu kolejowym... - Gregor
udał, że rozważa taką możliwość. - O czymś takim w mediach
chyba jeszcze nie słyszeli, ale wolałbym żebyśmy się przespali w
jakimś cieplejszym miejscu...
Tak też zrobili. Mieli dużo szczęścia, że w pobliżu było
mnóstwo miejsc, w których mogli spędzić noc. Po
uprzednim wyposażeniu się w najbardziej potrzebne rzeczy, takie jak
mydło, czy ręczniki w jednym z całodobowych sklepów, udali
się do niewielkiego hostelu, schowanego w cichej uliczce, z dala od
miejskiego zgiełku.
-Pierwszy raz w swoim prawie dwudziestojednoletnim życiu nie wracam
na noc do domu – zaśmiała się Klara, wychodząc z łazienki,
ubrana w za dużą koszulkę, nabytą podczas wcześniejszych
zakupów. - Moi rodzice już się bali, że mam jakieś
zboczenie, czy coś, wiesz... niektóre dziewczyny, już w
wieku piętnastu lat, uciekają gdzieś na całą noc.
-No to chyba musisz nadrobić te sześć lat, co? - Gregor położył
rękę na jej talii, uśmiechając się na swój sposób
i przyciągnął do siebie, po czym złożył pocałunek na jej
ustach, w których czuć było miętową pastę do zębów.
Odsunął się na moment by spojrzeć w jej niebieskie oczy, w
których zapłonęła miłość i pożądanie. Tym razem to
dziewczyna wpiła się w jego wargi, złapał ją za pośladki i
uniósł do góry, a ona oplotła go nogami. Opadli na
łóżko, kontynuując pocałunki. Gregor przejechał wargami
po szyi dziewczyny, która wcześniej pozbawiła go jego
koszulki. Nie pozostał jej dłużny. Oboje wiedzieli do czego to
dąży, jednak żadne z nich nie chciało przerwać tej chwili.
_____
PORAŻKA! Rozważam na poważnie usunięcie tego bloga. Nie czuję tej historii, piszę ją z jakimś takim oporem, zupełnie jakbym to nie ja ją tworzyła... Żałuję, że w ogóle zdecydowałam się ją zacząć. Oczywiście świadomość, że jednak jest jakaś nieliczna grupka osób, które poświęcają swój czas, aby to przeczytać jest bardzo motywująca i chciałabym dla Was wymęczyć tu jeszcze ze dwa - trzy rozdziały i to dokończyć, ale kiedy się za to zabieram... szkoda gadać. Gapię się bezsensownie w monitor, ewentualnie piszę dwa zdania, które kompletnie nie mają sensu, kasuję je i zaczynam od nowa, a całość i tak wychodzi beznadziejnie. Podobno mam bardzo niskie mniemanie o sobie, ale i bez tego wiem, że to jest beznadziejne. Gdybym była bardziej samolubna ta historia już dawno zniknęłaby z blogosfery, ale nie umiem tak po prostu kliknąć "usuń bloga", nie informując Was o tym. Oczywiście rozpoczęłabym coś innego o tematyce skoków, kiedy tylko skończę historię o Alvaro i Dianie. Czekam na waszą SZCZERĄ opinię na ten temat. Powtarzam: szczerą! I uzasadnioną, najlepiej :)
PS Strzelnicę ukradłam mojej kochanej i niezawodnej przyjaciółce, która nie chce sobie założyć bloga, a szkoda, bo pisze bardzo ładnie :)
Trafiłam na to godzinę temu i czytam, że chcesz usunąć i mówię Nie. Masz nie usuwać zostawić, a dlaczego? Bo na razie jest dobrze, i piszesz choć prosto to ciekawie. A sztuką jest ubrać uczucia w te najprostsze słowa, nie wyszukując tysiąca porównań i siląc się na niezwykłość.
OdpowiedzUsuńNie usuwaj! Nawet jeśli jest Ci trudno, to nie rób tego. Dasz radę, wierzę w Ciebie.
OdpowiedzUsuńKontynuuj to opowiadanie, bo jestem strasznie ciekawa, co takiego się zdarzy, że Gregor będzie cierpiał. Nawet jeśli mają być to 2 lub 3 rozdziały, mam nadzieję, że będziesz dalej pisała. Ostateczna decyzja należy do Ciebie, ale chcę żebyś wiedziała, że mi bardzo się podoba ta historia. Właściwie jej początek, bo nie wiem jaki będzie jej finał.
Jak mogłaś skończyć w takim momencie?
Pozdrawiam! ; *
Dziękuję, dziękuję :) Postaram się i jakoś dobrnę do końca. Wasze komentarze podniosły mnie na duchu :P Oprócz Waszej motywacji, mam jeszcze bank pomysłów, w postaci mojej przyjaciółki, więc powinnam dać radę :)
OdpowiedzUsuńMoim skromnym zdaniem nie powinnaś usuwać bloga, szczerze powiedziawszy nie jestem stałą czytelniczką, ale przcezytawszy kilka notek bardzo mi się spodobało. Z resztą każda historia musi mieć swój początek i koniec i nie musi on nastąpić tak szybko.
OdpowiedzUsuńMam prośbę, otóż zaczęłam pisć opowiadanie i od opinii na temat pierwszego rozdziału zależy czy będe pisać dalej. Zależy mi na szczerych opiniach, dlatego byłabym wdzięczna gdybyś przeczytała i podzieliła się swoimi wnioskami na temat tresci. Oto adres: onlymycreativity.blogspot.com
Pozdrawiam Ola